Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

piątek, 25 listopada 2016

Azymuty i bieguny

Ponieważ w necie jest mnóstwo materiałów o mierzeniu azymutów w terenie i na mapie, uznałem ten temat za wyczerpany i nie zamierzałem poruszać go na blogu. Dopiero prośba Kolegi uświadomiła mi, że dostępne w sieci materiały są najczęściej lakoniczne i słabo poparte przykładami. Postaram się więc w niniejszym poście w możliwie prosty sposób omówić ten temat, znacznie upraszczając słownictwo i nie wdając się w zawiłe geofizyczno-kartograficzne niuanse.

Najpierw objaśnię kilka niezbędnych pojęć.

Bieguny geograficzne
Nasza planeta Ziemia w ciągu każdej doby (pomijam zagadnienia doby gwiazdowej i słonecznej) wykonuje obrót wokół własnej osi. Następstwem tego ruchu obrotowego jest dzień i noc. Miejsca w których oś obrotu Ziemi przecina powierzchnię naszej planety nazywamy biegunami geograficznymi. Do naszych rozważań możemy w uproszczeniu przyjąć, że oba bieguny geograficzne, to jest północny i południowy, nie zmieniają swojego położenia. Bieguny geograficzne są również miejscami w których zbiegają się wszystkie południki siatki geograficznej. Północny biegun geograficzny wyznacza północ geograficzną, zwaną także północą właściwą.

Bieguny magnetyczne
Ziemia posiada pole magnetyczne, które występuje zarówno wewnątrz niej, jak i na zewnątrz. Pole magnetyczne naszej planety rozciąga się na wiele tysięcy kilometrów od niej. Miejsca w których linie pola magnetycznego przecinają powierzchnię Ziemi nazywamy biegunami magnetycznymi. W geografii biegun magnetyczny leżący na półkuli północnej nazywany jest północnym biegunem magnetycznym (odwrotnie niż przyjęto w fizyce), natomiast biegun magnetyczny leżący na półkuli południowej nosi nazwę południowego bieguna magnetycznego. Gdyby położenie biegunów magnetycznych pokrywało się z położeniem biegunów geograficznych, znikłoby wiele problemów związanych z pomiarem azymutów w terenie. Ale niestety linia łącząca oba bieguny magnetyczne tworzy z osią Ziemi (czyli linią łączącą oba bieguny geograficzne) kąt wynoszący około 10º. W dodatku bieguny magnetyczne przemieszczają się i to ruchem niejednostajnym, zarówno pod względem prędkości przemieszczania się, jak i kierunku. W turystyce przyjęło się stwierdzenie, że igła magnetyczna kompasu/busoli wskazuje biegun magnetyczny północny. W rzeczywistości stwierdzenie to zawiera uproszczenie, ponieważ igła magnetyczna układa się zgodnie z przebiegiem linii pola magnetycznego w danym miejscu naszej planety i niekoniecznie musi wskazywać dokładnie północny biegun magnetyczny.

Deklinacja magnetyczna (zboczenie magnetyczne)
Deklinacja magnetyczna, to kąt zawarty pomiędzy kierunkiem północy geograficznej a kierunkiem północy magnetycznej wskazywanej przez igłę busoli/kompasu. Inaczej mówiąc jest to kąt zawarty pomiędzy południkiem geograficznym a południkiem magnetycznym. Wartość deklinacji dla danego terenu możemy odczytać z kalkulatorów magnetycznych (linki poniżej), map topograficznych lub wojskowych (pomijam mapy do żeglugi morskiej). Ze względu na przemieszczanie się biegunów magnetycznych wartość deklinacji magnetycznej zmienia się. Na mapach topograficznych i wojskowych wartość zboczenia magnetycznego podawana jest zawsze dla określonego roku. Wraz z wartością deklinacji magnetycznej podawana jest również wartość jej rocznej zmiany. Jeżeli na mapie (poniżej dolnej ramki) podana wartość deklinacji dla 1995 roku wynosiła +4º 00′, a roczna zmiana zboczenia magnetycznego równa jest +0º 5′, to oznacza, że w roku 2015 wartość zboczenia magnetycznego w danym miejscu zwiększyła się i wynosiła +5º 40′ (4º + 20 lat x 5′ = 5º 40′). Jeżeli wartość deklinacji magnetycznej oznaczona jest symbolem +, to oznacza, że igła magnetyczna busoli/kompasu odchyla się od północy geograficznej w kierunku wschodnim (deklinacja dodatnia). Jeżeli wartość deklinacji magnetycznej opisana jest symbolem –, to znaczy, że igła kompasu odchyla się od północy geograficznej na zachód (deklinacja ujemna). Czasami przy wartości deklinacji magnetycznej nie ma wymienionych symboli, tylko podane są litery E lub W. Litera E oznacza to samo co symbol +, czyli deklinacja jest wschodnia, natomiast litera W znaczy to samo co symbol –, czyli deklinacja jest zachodnia. Należy pamiętać, że podana wartość rocznej zmiany deklinacji nie jest stała. Jeżeli mamy mapy sprzed powiedzmy 20 lat, to lepiej wartość deklinacji dla danego roku nie obliczać z danych zamieszczonych na mapie, tylko zerknąć do kalkulatorów deklinacji magnetycznej. Oczywiście, wszystko zależy od dokładności z jaką chcemy wyznaczyć azymuty. W niektórych formach aktywności sportowej i rekreacyjnej wyznaczenie azymutu z dokładnością kilku stopni jest w zupełności wystarczające. Ale w przypadku, kiedy dysponujemy w miarę precyzyjną busolą i chcemy przy jej użyciu oraz mapy wyznaczyć swoje położenie w terenie, wówczas powinniśmy dążyć do zminimalizowania wszystkich niedokładności pomiaru.


http://www.ngdc.noaa.gov/geomag-web

http://magnetic-declination.com/


Inklinacja magnetyczna
Pole magnetyczne Ziemi oddziałuje na igłę busoli/kompasu nie tylko w płaszczyźnie poziomej, ale również pionowej. Wartość inklinacji informuje nas o kącie pod którym w danym miejscu igła magnetyczna odchyli się od poziomu. Inklinacja magnetyczna jest nie tylko zmartwieniem producentów busoli/kompasów (odpowiednie wyważenie igły zapewniające jej pracę w pozycji poziomej) ale także kupujących, pragnących wyjechać w miejsca odległe pod względem szerokości geograficznej. Aby uniknąć niespodzianek najlepiej sprawdzić na stronie producenta w jakich obszarach naszego globu będzie poprawnie działać busola, którą chcemy kupić.

Biegun topograficzny
Mapy topograficzne cywilne, wojskowe oraz niektóre mapy turystyczne posiadają siatkę kilometrową w której południki i równoleżniki są liniami prostymi, tworzącymi siatkę kwadratów. To oznacza, że na takiej mapie nie tylko równoleżniki są do siebie równoległe, ale także południki. Skoro więc południki na mapie są do siebie równoległe, to nie mogą się zbiegać na biegunach geograficznych. Inaczej mówiąc, południki na takiej mapie nie wskazują północy geograficznej (z pewnymi wyjątkami). W związku z tym pionowe linie siatki na omawianej mapie nazywa się południkami topograficznymi, a kierunek który wskazują nazywany jest północą topograficzną.

Zbieżność południków
To kąt zawarty pomiędzy kierunkiem północy geograficznej a kierunkiem północy topograficznej, czyli kąt jaki tworzą na danym arkuszu mapy południki geograficzne z południkami topograficznymi. Dla uproszczenia pomijam sytuację w której południki topograficzne na danym arkuszu mapy tworzą różne kąty z południkami geograficznymi. Przy podawaniu wartości zbieżności południków umieszcza się takie same symbole jak przy oznaczaniu wartości deklinacji magnetycznej, czyli najczęściej symbol + lub –.

Uchylenie magnetyczne
Kąt zawarty pomiędzy kierunkiem północy topograficznej a kierunkiem północy magnetycznej (kierunkiem wskazanym przez igłę busoli/kompasu).

Azymut geograficzny
Kąt zawarty pomiędzy kierunkiem północy geograficznej, czyli południkiem geograficznym, a kierunkiem na dany punkt (w turystyce zamiast określenia „kierunkiem na dany punkt”, często używa się określenia „kierunkiem marszu”). Azymut w geografii mierzy się zgodnie z ruchem wskazówek zegara i wyraża najczęściej w stopniach, minutach i sekundach kątowych. Kąt pełny ma 360º (stopni), natomiast 1º równa się 60′ (minut), a 1′ zawiera 60" (sekund). W wojsku oprócz stopni kątowych stosuje się również tysięczne. Jedna tysięczna, to kąt pod jakim widać z odległości 1 km łuk o długości 1 m. Taka tysięczna nazywana jest rzeczywistą, a pełny kąt zawiera 6283 tysięczne. Ponieważ operowanie taką wartością jest niewygodne w armiach dawnego Układu Warszawskiego przyjęto, że kąt pełny równa się 6000 tysięcznych (zwane tysięcznymi z niedomiarem), natomiast w armiach NATO przyjęto, że kąt pełny zawiera 6400 tysięcznych (tysięczne z nadmiarem). Z zależności pomiędzy tysięcznymi rzeczywistymi a stopniami kątowymi możemy wyliczyć, że w marszu na azymut do punktu odległego o 1 km pomyłka o jeden stopień oznacza minięcie celu w odległości około 17,5 m. Cel odległy o 2 km miniemy w odległości dwukrotnie większej, to jest około 35 m.

Azymut magnetyczny
Kąt zawarty pomiędzy kierunkiem wskazywanym przez igłę busoli a kierunkiem na dany punkt. Podczas wyznaczania azymutów w terenie należy pamiętać, że wszystkie materiały ferromagnetyczne (głównie stal, ponieważ zawiera żelazo) oraz urządzenia elektroniczne (zwłaszcza włączone) mają wpływ na wskazania igły magnetycznej busoli/kompasu. Dlatego należy zwrócić uwagę, aby podczas pomiaru wymienione urządzenia były w odpowiedniej odległości od busoli/kompasu.

Azymut topograficzny
Kąt zawarty pomiędzy południkiem topograficznym a kierunkiem na dany punkt. Azymut topograficzny możemy mierzyć na mapie za pomocą busoli z przeźroczystym dnem limbusa (wówczas busola pełni rolę zwykłego kątomierza), kątomierza, a najlepiej protractora z odpowiednio długą nitką.

Przykłady pomiarów.

Przykład pierwszy (Rys. 1).


W przykładzie pierwszym zakładamy, że posiadamy mapę z siatką kartograficzną (współrzędne geograficzne) a zbieżność południków przyjmuje wartość zera, czyli wszystkie południki na mapie wskazują północ geograficzną.

Z miejsca w którym stoimy mierzymy azymut samotnego, dużego drzewa (Rys. 1). Z busoli odczytujemy, że wartość azymutu magnetycznego wynosi 17º. Ponieważ znajdujemy się w okolicy Krakowa, przyjmujemy deklinację równą E 5º. Ta wartość deklinacji oznacza, że igła w naszej busoli nie wskazuje dokładnie północy geograficznej, tylko odchyla się o 5º w prawo, czyli w kierunku wschodnim. Aby zamienić azymut magnetyczny na geograficzny musimy w naszym przypadku do wartości azymutu magnetycznego, czyli 17º dodać jeszcze 5º stopni deklinacji magnetycznej. W ten sposób otrzymujemy azymut geograficzny, który wynosi 22º. Ponieważ założyliśmy, że na naszej mapie zbieżność południków przyjmuje wartość zerową, więc na mapę przenosimy wartość 22º i wyznaczamy na niej kierunek na którym znajduje się drzewo obserwowane w terenie.

W sytuacji odwrotnej, czyli przenoszenia w teren azymutu pomierzonego na mapie, mierzymy kąt zawarty pomiędzy południkami na mapie, a kierunkiem na widoczną na mapie sygnaturę domu. Ponieważ przyjęliśmy, że południki na mapie pokrywają się z południkami geograficznymi, więc pomierzony azymut domu na mapie jest od razu azymutem geograficznym. Niestety, w terenie już nie jest tak dobrze jak na mapie, ponieważ igła magnetyczna nie wskazuje w naszym przypadku północy geograficznej. W związku z tym, że odchyla się ona o 5º na wschód, więc od zmierzonej na mapie wartości 221º musimy odjąć wartość deklinacji magnetycznej, czyli 5º. To oznacza, że na pierścieniu limbusa ustawiamy wartość 216º. I taką wartość azymutu wyznaczamy w terenie. Idąc w kierunku wskazanym przez busolę (czyli według azymutu magnetycznego o wartości 216º) powinniśmy dojść do domu zaznaczonego na naszej mapie.

Przykład drugi (Rys. 2).


W tym przykładzie zakładamy, że posiadamy mapę topograficzną z siatką kilometrową na której zbieżność południków wynosi +1º. To oznacza, że południki topograficzne na mapie są odchylone od południków geograficznych o 1º w kierunku wschodnim.

W terenie mierzymy azymut magnetyczny dużego, samotnego drzewa, którego wartość wynosi 17º. Aby otrzymać azymut geograficzny drzewa musimy, tak jak w pierwszym przykładzie, dodać wartość deklinacji magnetycznej, czyli 5º. Azymut geograficzny wynosi więc 22 º. Podsumowując, wykonaliśmy te same czynności co w przykładzie pierwszym. Ale przy nanoszeniu azymutu geograficznego na mapę topograficzną pojawia się nowy element w postaci północy topograficznej, która różni się o 1º od północy geograficznej. Południki topograficzne na naszej mapie są odchylone od południków geograficznych o 1º na wschód. A to oznacza, że azymut topograficzny drzewa będzie o 1º mniejszy od azymutu geograficznego, czyli będzie wynosił 21º. Analizując wykonane czynności dochodzimy do wniosku, że przy przenoszeniu zmierzonego w terenie azymutu magnetycznego na mapę, na której zbieżność południków posiada wartość większą od zera (południki na mapie nie pokrywają się z południkami geograficznymi) zamiast bawić się w dodawanie deklinacji magnetycznej, a następnie odejmowanie zbieżności południków, wystarczy tylko do azymutu magnetycznego dodać wartość uchylenia magnetycznego wynoszącego 4º. Czyli do 17º dodajemy 4º i otrzymujemy azymut topograficzny drzewa o wartości 21º.

W sytuacji odwrotnej, czyli wyznaczania azymutu magnetycznego w terenie na podstawie azymutu topograficznego zmierzonego na mapie, od wartości azymutu topograficznego wynoszącego 220º odejmujemy wartość uchylenia magnetycznego wynoszącego 4º. W ten sposób otrzymujemy azymut magnetyczny o wartości 216º.

O tym, czy do zmierzonej w terenie wartości azymutu magnetycznego dodajemy, czy też odejmujemy wartość deklinacji, decyduje umieszczony przy niej symbol + lub – , ewentualnie literka E lub W. Analogicznie wygląda sytuacja przy zbieżności południków. O tym czy dodajemy ją, czy tez odejmujemy od azymutu topograficznego decyduje umieszczony przy niej symbol + lub –, ewentualnie literka E lub W.

W przypadku, kiedy nasza busola posiada możliwość ustawienia poprawki na deklinację, wówczas wszystkie pomiary azymutów wykonane w terenie będą azymutami geograficznymi. Niestety, większość busoli nie posiada takiej możliwości. A szkoda, bo o pomyłkę jest bardzo łatwo, o czym sam się nieraz przekonałem robiąc pośpieszne przeliczenia.

Staszek

środa, 16 listopada 2016

Kanapki, cygara i szlufki - czyli drobne patenty survivalowe

Bardzo lubię zimę w górach, ale taką z mrozem i śnieżnymi czapami na drzewach. Żadna inna pora roku nie potrafi tak bajkowo i różnorodnie urozmaicić górskiego krajobrazu. W żadnej innej porze roku nie doceniamy tak bardzo ogniska, jak właśnie w zimie. Po dniu spędzonym na brodzeniu w iskrzącym się śnieżnym puchu, ciepło i blask ogniska w połączeniu z kubkiem gorącego napoju i pieczonymi kiełbaskami, nadają mroźnym i długim zimowym wieczorom magicznego charakteru. W górach bywam często, zarówno prywatnie jak i służbowo. W zasadzie, to góry mam „za płotem”. Ze względu na wcześnie zapadający zimą zmrok, prawie wszystkie moje (a raczej nasze :-)) górskie wędrówki kończą się dopiero po wielu godzinach świecenia na granatowym niebie gwiazdozbioru Oriona. Powrót z gór często połączony jest z chaszczingiem, testem zmysłu orientacji i astronawigacją. Oczywiście, w plecaku zawsze czuwa w pogotowiu mapa, busola i GPS. Dopełnieniem zimowej wędrówki jest wspomniane ognisko (Fot. 1).

Fot. 1. Magia zimowego ogniska.

Ponieważ nie rzadko zdarza się, że wszystko co wystaje ponad pokrywę śnieżną i nadaje się do palenia pokryte jest lodem (łącznie z uschniętymi gałęziami w dolnej części koron drzew iglastych), a jedynym dużym narzędziem tnącym jest wiszący na moim pasie kilkunastocentymetrowy fixed, rozpalenie ogniska w takich warunkach trwa znacznie dłużej niż w lecie. O ile w ciepłej porze roku, nawet w deszczowy dzień, możemy bez większego problemu pozyskać suche drewno i rozpalić go małym zwitkiem brzozowej lub sosnowej kory, lub też zeskrobanymi wiórami wewnętrznego, suchego drewna (najlepiej przesączonego żywicą), o tyle w zimie rozpalanie nie jest już tak proste. Zeskrobywanie lodowej skorupy z gałęzi oraz zamarzniętych, zewnętrznych warstw mokrego drewna jest niestety czasochłonne i kłopotliwe. Takich zamarzniętych, wilgotnych gałęzi nie rozpalimy małym zwitkiem kory. Do tego potrzebny jest dużo większy zwój, który niestety zajmuje znacznie więcej miejsca w plecaku niż mały zwitek. Problem ten można rozwiązać poprzez wcześniejsze przygotowanie tytułowych kanapek i cygar. W poście dotyczącym sporządzenia kaganka z hubiaka i żywicy pisałem o użyciu kory brzozowej w połączeniu z żywicą drzew iglastych. Wędrując po górach warto z uszkodzonych drzew iglastych zeskrobać żywicę, a następnie zawinąć w korę pozyskaną z powalonych (!) brzóz. Z małych skrawków kory i okruchów żywicy sporządzamy zawiniątka przypominające kanapki (Fot. 2, dwa najmniejsze zawiniątka po lewej stronie). Do rozpalenia zamarzniętych, wilgotnych gałązek potrzebne są znacznie większe porcje kory i żywicy. Z dużych i grubych zwitków kory brzozowej robimy rulon, którego wnętrze wypełniamy sporą porcją świeżej żywicy (Fot. 2, dwa największe zawiniątka po prawej stronie). Do robienia cygar najlepiej nadaje się świeża żywica, ponieważ jest plastyczna i dobrze się klei do kory. W zależności od warunków atmosferycznych i stanu drewna stosujemy kanapki, bądź cygara. Po odwinięciu kawałka kory z kanapki lub cygara, ogień rozpalamy za pomocą krzesiwa (Fot. 3).

Fot. 2. Kanapki i cygara.

Fot. 3. Rozpalanie kanapki.


Od pewnego czasu w modzie są bransolety survivalowe. Oprócz paru metrów linki, taka bransoleta posiada również przydatne gadżety w postaci gwizdka, kompasu, krzesiwa i małego nożyka. Wszystkie wymienione drobiazgi w sytuacji survivalowej mogą okazać się bezcenne. O ile jednak korzystanie z kompasu, gwizdka, krzesiwa, czy też nożyka, nie stanowi żadnego problemu, to jednak korzystanie z linki nastręcza pewne trudności. Rozplatanie bransolety nie jest trudne i trwa tylko chwilę, ale jej zaplatanie wymaga już wprawy i czasu. A wykonanie tego w warunkach zimowych (sztywniejące na mrozie palce) może być kłopotliwe. Długość linki w bransolecie podyktowana jest rodzajem splotu oraz grubością naszej ręki. W przypadku odcięcia kawałka linki (np. do reperacji buta lub plecaka) może okazać się, że pozostała jej część jest zbyt krótka, aby powtórnie wykonać z niej bransoletę. Wymienione problemy z linką przyczyniły się do wymyślenia innego sposobu jej noszenia i wykorzystania. W ten sposób narodził się pomysł zrobienia z linki szlufki (Fot. 4, 5). Zaletą tego rozwiązania jest nie tylko bardzo szybki demontaż szlufki, ale również bardzo prosty i szybki sposób jej zakładania. Długość linki użytej do wykonania szlufki może wynosić od kilkunastu centymetrów do kilku metrów. Widoczna na fotografiach szlufka ma około 2 m długości. W przypadku potrzeby odcięcia kawałka linki nie musimy się martwić jej pozostałą długością. Na tak wykonanej szlufce można podwiesić, zarówno wysoko jak i nisko, różne akcesoria, na przykład łapawice (tak, aby wystawały spod kurtki).

Fot. 4. Szlufka z paracordu.

Fot. 5. Szlufka z paracordu w zbliżeniu.

Staszek

Alu, dziękuję za pomoc!

sobota, 21 listopada 2015

Budowa awaryjnych schronień z wykorzystaniem izolacyjnych właściwości śniegu

Ten artykuł napisałem ponad rok temu. Najpierw wysłałem go do czasopisma naukowego jednej z naszych wojskowych uczelni. Na recenzje czekałem aż 9 miesięcy, ponieważ recenzenci byli zajęci poligonami. Niestety, nasi żołnierze do poduszki wolą czytać Beara Gryllsa :-), więc moją pracę wysłałem do cywilnego czasopisma naukowego, gdzie zarówno czas oczekiwania na recenzję jak i sposób recenzowania mieścił się w ogólnie przyjętych normach.

Czytelnikom bloga życzę bezpiecznego zimowego eksperymentowania.

Staszek



http://cepl.sggw.pl/sim/pdf/sim43_pdf/kedzia.pdf

wtorek, 20 października 2015

Survival w Wojsku Polskim

W trzecim odcinku z serii "Obalanie mitów" pisałem o licznych błędach podczas "poważnych szkoleń". Chyba wszyscy Czytelnicy naszego (mojego i Zdybiego) bloga domyślili się, że chodzi o polskie siły zbrojne. Pisząc ów post nie zamieściłem żadnych kompromitujących zdjęć, ani też odnośników, do szkoleń prowadzonych w naszej armii. Ale to, co zobaczyłem przed chwilą na filmiku zamieszczonym na stronie prezydenta Andrzeja Dudy jest w niektórych momentach tak żenujące, że trudno pozostawić ów pokaz niewiedzy bez komentarza. Toż to niektórzy nastoletni harcerze mają większą wiedzę z zakresu survivalu, niż żołnierze w naszym Wojsku Polskim. Z przykrością muszę niestety stwierdzić, że ten fatalny stan wiedzy z zakresu survivalu zielonego (nie mylić z survivalem militarnym ani też taktyką) dotyczy wszystkich naszych jednostek.

Staszek

http://www.facebook.com/andrzejduda/videos/1209391089077796/

czwartek, 16 lipca 2015

NIEWIDZIALNYM BYĆ

Człowiek od początku swojego istnienia, aby przetrwać, musiał się maskować. W czasie polowań na dziką zwierzynę musiał maskować siebie i swoje pułapki. Musiał się także maskować przed ludźmi na których chciał napaść, lub tymi, przed którymi chciał uciec. W polowaniu na dziką zwierzynę niełatwo oszukać zmysły niektórych zwierząt, zwłaszcza drapieżników. Ich wzrok, węch, słuch, są często lepiej rozwinięte niż u człowieka. Ale homo sapiens swoje zmysłowe ułomności nadrabiał rozumem. I czyni to nadal. To dzięki niemu człowiek stworzył lornetkę, noktowizor, termowizor, sonar, itd. Dzięki tym urządzeniom człowiek zdobył przewagę nad wieloma drapieżnymi zwierzętami. Ale wyścig nie ustał, bo największy drapieżnik jakim jest homo sapiens, nadal rywalizuje, głównie między sobą. Z tego powodu powstają coraz lepsze urządzenia do wykrywania i jednocześnie udoskonalane są sposoby maskowania. Jedną z trudniejszych sztuk jest maskowanie swojego promieniowania w podczerwieni. Trudniejszych, ale nie niemożliwych. Wszystko zależy od naszej wiedzy i czułości próbującego nas wykryć oka (naturalnego lub sztucznego). Poniżej prezentuje kilka fotek mojej nieskromnej osoby w świetle widzialnym i w podczerwieni, przy zastosowaniu najprostszego sposobu maskowania własnego promieniowania podczerwonego.

Ja w świetle widzialnym (odległość około 8 m).

To samo ujęcie, ale w podczerwieni.

Ponownie ja w świetle widzialnym, ale okryty pałatką wojskową.

To samo ujęcie w podczerwieni.

Ja w świetle widzialnym w pałatce po szybko wykonanej pobieżnej preparacji.

I tu już zaczynam się rozpływać w podczerwieni.

Z odległości około 15 m wyróżnia mnie od tła w zasadzie tylko kawałek widocznej dłoni.

Darku, dzięki za pomoc!

środa, 3 czerwca 2015

Kleszcze

Jak co roku wiosną w środkach masowego przekazu zaczynają się pojawiać przeróżne informacje o kleszczach i związanych z nimi zagrożeniach. Niestety, wiele z tych informacji jest pełna niedomówień, a czasami ich treść jest nieprawdziwa i co najgorsze szkodliwa.

Dlatego poniżej podaje link do najlepszej polskiej strony o kleszczach i konsekwencjach bliskiego kontaktu z nimi.
Radzę dokładnie zapoznać się z informacjami zawartymi pod podanym linkiem, ponieważ z pewnością przydadzą się każdemu survivalowcowi, i nie tylko survivalowcowi.

Staszek


http://www.borelioza.org


Neotipi

Od zimowych warsztatów w 2012 r., podczas których szerszemu gronu survivalowców zaprezentowałem tipi z płacht budowlanych, otrzymałem kilka próśb o udostępnienie opisu budowy takiego schronienia. Pierwsza wzmianka o neotipi (bo tak nazwałem tę konstrukcję będącą połączeniem tipi i kurnej chaty) pojawiła się na forum RECONNET.PL, lecz była ona bardzo lakoniczna. Dlatego postanowiłem szczegółowo opisać ją tutaj.

Do budowy neotipi wykorzystujemy 9 płacht budowlanych, każda o długości 3 m i szerokości 2 m. Takie płachty o niskiej gramaturze można kupić w dużych sklepach, lub na portalach aukcyjnych, już od około 5-6 zł za sztukę. Podstawa neotipi jest w kształcie ośmiokąta foremnego o boku 2 m i około 5 m średnicy koła wpisanego w ów ośmiobok. Schronienie to może posłużyć na nocleg dla 4 osób z dużymi plecakami.

W neotipi wielokrotnie paliłem ognisko, ale o małym i bardzo stabilnym płomieniu. Najlepiej nadaje się do tego ognisko typu nodia. Należy pamiętać, że płachty budowlane użyte do budowy neotipi są łatwopalne (podobnie jak większość śpiworów, polarów, kurtek membranowych, materacy, plecaków) i podczas nieostrożnego obchodzenia się z ogniem (zbyt duży płomień, drewno strzelające iskrami, zbyt mała odległość od płomienia) istnieje bardzo duże niebezpieczeństwo pożaru i narażenia się na poparzenia, zagrażające naszemu zdrowiu a nawet życiu. Nie zapominajmy o tym!

Konstruowanie neotipi zaczynamy od ułożenia na ziemi 4 płacht w taki sposób, aby ich krótsze boki stykały się ze sobą (otwory w rogach płacht zaznaczone na rysunku nr 1 czerwonymi okręgami powinny się pokrywać) i tworzyły kwadrat. Następnie z 4 drewnianych tyczek o długości 3 metrów (lub nieco krótszych) tworzymy maszty. Tyczki zaostrzamy z obu stron i wbijamy pionowo w grunt w rogach kwadratu utworzonego przez płachty. Na wbitych tyczkach zawieszamy płachty, wkładając w ich otwory zaostrzone (pocienione) górne końcówki tyczek. Zamiast zaostrzać górne końcówki tyczek, można przez otwory w rogach płacht przełożyć pętelki i owinąć je wokół tyczek. Takie rozwiązanie ułatwi nam regulację wysokości zawieszenia płacht.

Płachty powinny być zawieszone na wysokości około 2,65 m, tak aby po przymocowaniu ich dolnych krawędzi do ziemi odległość pomiędzy ich dolnymi rogami (otworami w rogach – rys. 2) wynosiła ok. 2 m (to znaczy tyle ile wynosi odległość pomiędzy otworami, czyli jakieś 1,95 m). Dolne krawędzie płacht mocujemy do ziemi za pomocą szpilek wykonanych z patyków z odgałęzieniem, które wkładamy w otwory płacht. Najwygodniej jest jednak przewlec przez otwory płacht krótkie pętelki (analogicznie do odciągów w namiocie), które owijamy wokół wbitych w ziemię kołków/szpilek.

Po zamocowaniu na tyczkach i przytwierdzeniu do ziemi 4 płacht przystępujemy do zamocowania kolejnych 4 płacht w taki sposób, jak to jest pokazane na rysunku nr 3. Przez otwory w rogach krótszego boku przewlekamy pętelki i mocujemy do kołków/szpilek od wcześniej zamontowanych płacht. Natomiast przez otwory narożne w górnej części płacht przewlekamy sznurek i wiążemy ze sobą płachty.

W ten sposób otrzymujemy konstrukcję o kształcie przypominającym tipi. Niestety górny otwór będzie znacznie większy od otworu w normalnym tipi. Podczas intensywnych opadów deszczu może to być kłopotliwe dla osób śpiących w takim schronieniu. Z tego powodu można przy użyciu dodatkowych dwóch tyczek o długości nieco ponad 3 m i dodatkowej dziewiątej płachty, wykonać nad tipi zadaszenie w postaci dwuspadowego dachu z bocznymi otworami dymnymi (tak jak w kurnej chacie - fot. 1).

Rozpalając ognisko w neotipi należy pamiętać o zapewnieniu odpowiedniego ciągu powietrza, tak jak to jest w normalnym tipi. W tym celu dolna krawędź paru płacht nie powinna szczelnie przylegać do gruntu.

Ponieważ wszystkie zamieszczone rysunki są rzutami z góry, dłuższe boki płacht na rys. 2 i 3 uległy skróceniu. W rzeczywistości nadal są to krawędzie o długości 3 m.

Staszek


Rys. 1.


Rys. 2.

Rys. 3.

Fot. 1. Neotipi przykryte dwuspadowym dachem (fot. D. Hajduk).

Fot. 2. Neotipi w nocy z płonącą wewnątrz nodią (fot. P. Drozd).