Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

niedziela, 31 stycznia 2010

Wędzarnia w terenie

Na jednej z wypraw wędkarskich,udało mi się złowić kilka dorodnych ryb. Zwykle taki nadmiar,wraca zdrowy do wody,jednak tym razem postanowiłem, że spróbuję wykonać w terenie,prowizoryczną wędzarnię. Czasu miałem pod dostatkiem(konieczny warunek),więc zostało tylko poszukać odpowiedniego miejsca.
Najlepiej gdy jest to teren zaniżony,bo wiatr nie będzie wtedy, zbyt mocno rozdmuchiwał ogniska. W wybranym miejscu,zrobiłem z mokrych gałęzi,stelaż. Taki jak pod szałas,z tym,że dużo mniejszy i z płaskim dachem(może być dwuspadowy lub każdy inny).Wymiar,metr na metr-wydał mi się optymalny. Oprócz wejścia,cały szkielet,trzeba szczelnie okryć jakimiś gałęziami. Najlepiej gałęziami z zielonymi liśćmi. Ja użyłem sosnowych gałęzi(pocz. kwietnia) i też spełniły swoją rolę. W takim "mini szałasie",rozpalamy niewielkie ognisko.


Po bokach ogniska,wbijamy dwa kije z widełkami na końcach. Na te widełki kładzie się kij z nabitymi rybami. Trzeba odpowiednio dobrać wysokość,żeby ryby,wędziły się w dymie a nie piekły nad ogniem. Na początku,trzeba dokładać do ognia, suchego drewna. Gdy zrobi się dość żaru,kładziemy praktycznie tylko surowe drewno(np. olchowe). Daje dużo dymu i o to chodzi. Ognisko trzeba kontrolować. Nie może być zbyt wielkie ani za małe-bo nie da dymu. Wędzenie trwa długo. Niektórzy mówią,że czym dłużej tym lepiej. Ja poświęciłem na to cały dzień.



Mam wtedy dużo wolnego czasu. Zamontowałem "ściągi" na brzozie i nazbierałem soku...Można także,poleżeć w nasłonecznionym miejscu i chłonąć wiosnę, całą duszą...Na koniec,ryby zawinąłem w suchą trawę i oplotłem pędem jeżyny. Na następny dzień,smakowały wybornie. Suchą trawę,wykorzystałem później,jako rozpałkę. Nie wiem, jak długo wędzone ryby,dają się przechowywać,ale pewnie jest to dobry sposób na ciepłe dni.


Zdybi

Brak komentarzy: