Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

poniedziałek, 22 lutego 2010

Prymitywny łuk

Na jednej z wypraw zimowych,udało mi się stworzyć dosyć prymitywny ale niesamowicie mocny łuk "awaryjny". W całości zrobiony z wiązowej gałęzi,łącznie z cięciwą.
Z długiej wiązowej gałęzi zdjąłem korę. Starałem się ściągnąć ją delikatnie i w jak najdłuższych odcinkach. Z łyka powstała cięciwa. Jest bardzo mocna ale trzeba się postarać aby włókna były dobrze zrolowane i w miarę równe po całej długości.Nie mogą być za cienkie bo po prostu cięciwa pęknie. To misterna i dokładna czynność.




Najlepsze naturalne cięciwy i najbardziej wytrzymałe,powstają przy użyciu takich materiałów,które składają się z wielu wytrzymałych włókien cieńszych np, ścięgna zwierzęce...
Cięciwa z wiązu,nie jest idealna ale wykonuje się ją szybko i jest to materiał dość łatwo dostępny.
Możemy także z powodzeniem użyć jakiejkolwiek innej linki.Ważne aby była dostatecznie wytrzymała i nierozciągliwa...

Wykonanie samego łuku z surowego drewna,to także bardzo dokładna czynność. Za pomocą linki,odmierzamy sobie długość ramion łuku i zaznaczamy jego środek.Na środku będzie majdan.Można sobie odrysować linie pomocnicze kawałkiem węgla z ogniska.
Przy ściąganiu kory należy zwrócić uwagę aby nie uszkodzić pierwszego słoju w miejscu,gdzie będzie grzbiet łuku.
Następnie stopniowo zbieramy nadmiar drewna z wewnętrznej strony(z brzuśca).Majdan zostawiamy nie tknięty. Od tego ile materiału zbierzemy i jak bardzo wyprofilujemy nasz łuk,będzie zależała jego siła i moc...
Trzeba być ostrożnym przy tym zabiegu,gdyż każdy milimetr zebranego drewna, sprawia,że łuk staje się słabszy.Zakładamy cięciwę,ale luźno,bez napinania łuku.Naciągamy lekko i sprawdzamy jak układają się ramiona.Gdy uznamy,że ramiona łuku wyginają się jednakowo- znaczy to iż można wykonać wcięcia na cięciwę.

Do zrobienia naprawdę dobrego łuku,należy używać drewna,które leżakowało i schło powoli dłuższy czas.Wtedy będzie najbardziej wartościowe. Ja użyłem surowego. Także dało się strzelać na imponujące odległości.


Ok, mamy łuk.Czas przygotować do niego strzały.
Tylko jak? Akurat zalega głęboka warstwa śniegu.Szukanie krzemieni lub innych kamieni na groty nie ma sensu. Z piórami na lotki także krucho...Trzeba improwizować. Najważniejsze to dobrać w miarę proste i odpowiednio grube promienie do strzał. W tym wypadku użyłem leszczynowych odrostów.Okorowałem je rantem noża i wyprostowałem, podgrzewając nad ogniem. Nad pobliskim rowem, nazbierałem górnych wiechci trzciny- jej nasion. Posłużyły jako lotki do stabilizacji lotu strzały.Przytwierdziłem je wąskimi paseczkami łyka wiązu. Jako grotu użyłem suchego,dębowego twardziela z martwej gałęzi tego drzewa.
Po opaleniu go w ogniu,stał się bardzo twardy i wytrzymały.Wyrzeźbiłem z niego odpowiedni kształt i umiejscowiłem na promieniu.Całość wzmocniona wiązowym łykiem.
Takie strzały nie są może wytrzymałe i do wielokrotnego użytku.Ale są za to bardzo skuteczne, proste i szybkie w wykonaniu...




Łucznictwo,choćby i prymitywne daje niesamowitą satysfakcję i radość.Trzeba jednak pamiętać aby materiał na łuk, pozyskiwać z miejsc dozwolonych.Mogą to być przydrożne odrosty wiązowe(odrastają na ściętych pniach),sukcesywnie usuwane przez służbę drogową,miejsca wycinki drzew itd... Można także porozmawiać z leśniczym lub służbą leśną i zapytać o pozwolenie wycięcia odpowiedniego materiału. Nie wycinamy pierwszego lepszego napotkanego drzewka,bo nam się spodobało...

Zdybi

środa, 10 lutego 2010

Kamienne groty do strzał

Długie zimowe wieczory,zachęcają do prac ręcznych. Zawsze marzyłem o jakimś ładnym zestawie grotów do strzał,wykonanych właśnie z kamienia.Wydawało mi się to jednak zbyt trudne i dalekie...
W czasie długich letnich wędrówek,nazbierałem trochę krzemieni i innych kamieni.Przyszedł czas aby marzenia urzeczywistnić:)
Do wykonywania prostych grotów,wystarczy posiadać kilka rzeczy. Na pewno sam materiał,czyli jakieś bryły krzemienne.Potrzebna jest także jakaś mocna,elastyczna podkładka na dłoń - najlepiej kawałek grubszej skóry. W skrajnej sytuacji,można użyć nawet kawałka drewna lub kory.Do odłupywania zbędnych elementów,potrzebujemy innych kamieni. Wielkość kamieni "młotków",którymi uderzałem w krzemień właściwy,dobierałem instynktownie- na wyczucie...Do usuwania mniejszych cząstek,nadawania kształtu i ostrzenia,używałem kawałka połamanego poroża.
Uzyskane łupki krzemienne,swoją budową i strukturą, same w zasadzie pokazywały mi,jak chciały być dalej "rzeźbione"...Ale aby wychodził nam właściwy kształt, należy jednak wiedzieć jak uderzyć,pod jakim kątem,kiedy obrócić itd... Po prostu trzeba poćwiczyć i wczuć się w pracę:)
Warzna rzecz - UWAGA NA OCZY! Przy uderzaniu,malutkie odłamki potrafią pryskać na różne strony...


Po uzyskaniu łupka,nadaje mu kształt zbliżony do grotu...Potrzebne są silne palce i ręce:)


Powoli,powoli i mamy grot. Ostre, karbowane ranty- o to chodzi...


Ten łupek, to inny rodzaj kamienia. Także dało się w nim pracować.

Mogłem jeszcze wykonać małe wyżłobienie, przy mocowaniu drzewca ale i taki grot można z powodzeniem przytwierdzać do strzały...



I inne,pierwsze "dłubanki";)


Grot mocujemy w wyżłobieniu drzewca.Jako kleju,użyłem gorącej,roztopionej żywicy. Następnie całość owijam cienkim, wierzbowym sznureczkiem. Zalepiam żywicą i grot siedzi w strzale pewnie i mocno...



Zdybi

sobota, 6 lutego 2010

Zimowe bytowanie

Zima w pełni,masa śniegu i mróz.Trzeba korzystać bo takie warunki mogą się za szybko nie powtórzyć:)
Wczesnym rankiem wyruszam w dobrze mi znaną drogę.Chcę odwiedzić okoliczne lasy,zrobić rozpoznanie po długiej nieobecności. Głęboki śnieg mocno utrudnia marsz przez pole,ale w lesie jest już dużo lżej.Moje "taktyczne obuwie" to zwykłe gumofilce:)Na nie,naciągnąłem ciasno nogawki spodni.Można brodzić w śniegu,nic nie przedostanie się do środka.



Całodzienny marsz w takim śniegu jest dosyć męczący. Odległość,którą normalnie przeszedłbym w godzinę,robiłem trzy razy dłużej. W cichym,zimowym lesie każdy szczegół-optyczny czy dźwiękowy-bardzo się wyróżnia. Spotykałem na swej drodze dziki,jelenie sarny i bardzo wiele gatunków ptaków.
Na zmurszałej brzozie,znalazłem wyjątkowo duży okaz huby-białoporka brzozowego. Tak zrodziła się moja "łopata" do śniegu:)


Popołudniowe słońce chyliło się ku dołowi. W młodym,mieszanym lesie rozbiłem obóz. Chciałem zrobić sobie schronienie ze śniegu,co w sumie się udało.
Przy pomocy huby,wykopałem w śniegu miejsce pod mój domek. Zmrożony śnieg czasem odrywał się płatami a czasem był sypki jak piach,szczególnie z wierzchu.



Następnie w ruch poszły okoliczne suche gałęzie.Wywrócone przez wiatr sosny i suche czeremchy. Ułożyłem je gęsto przy sobie,jako ściany niskiego szałasu.


Na ów szkielet,narzucałem grubo śniegu i ułożyłem go szczelnie.Powstało coś w rodzaju śnieżnego szałasu. Praca nie męcząca ale bardzo rozgrzewająca.Było by lepiej gdyby śnieg był choć trochę mniej zmrożony. Całość zajęła mi jakieś półtorej godziny.




Po pracy,przyszedł czas na relaks,czyli-rąbanie drewna i przygotowanie posiłku. Mnogość wody to następna zaleta śniegu.Wystarczy natopić odpowiednią ilość.Ważne by brać śnieg z wewnętrznej części.Na zewnętrznej,zleżałej warstwie jest masa zanieczyszczeń organicznych(igły sosnowe,strzępy suchej roślinności...)i nie tylko.


W nocy mróz spotęgował. Nie miałem termometru ale dowiedziałem się później,że było ponad -10 stopni.Nie wiele:))
Otwarte niebo,usiane milionami gwiazd i pohukiwanie puszczyka umilały mi wieczorny czas przy ognisku.
Zanim wejdziemy do śpiwora,ważne jest by w miarę możliwości obsuszyć przy ogniu spodnie,skarpety,wkładki do butów(same buty nie za blisko ognia) i inne,mokre części garderoby...


Wejście do mojego "śnieżnego hotelu" zatkałem małą plandeką ogrodową. Wziąłem ją ze sobą aby pościelić pod karimatę,ale posłużyła jako drzwi:)Nie zatykałem wejścia szczelnie. U góry zostawiłem mały otwór,jako wentylację.
W środku,po wygodnym rozłożeniu, odpaliłem dwie świeczki. Znacznie poprawiły mikroklimat wewnątrz. W pewnym momencie było mi za gorąco w śpiworze.Na zewnątrz zerwał się silny wiatr.W "domku" było miło i spokojnie.
Następnego dnia wiał nieprzyjemny,mroźny wiatr.Brodząc w śniegu skierowałem się w stronę domu. Ogólnie wypad się udał.


Zdybi

środa, 3 lutego 2010

Majowe jazie

Mimo iż mróz i śnieg za oknem,przypomniały mi się wiosenne,ciepłe dni:) Echh maj...
Pierwsze 2 tygodnie maja to doskonały czas na łowienie jazi w rzekach. Ze spiningiem w ręku,przemierzam wtedy ich brzegi.Ostrożnie,bez pośpiechu,wręcz zakradam się pod brzeg.W końcu jaź to płochliwa ryba...
Łowię przeważnie na niewielkie woblerki,obrotówki-rzadziej na sylikon... Najbardziej lubię jednak łowić woblerkami,schodząc z nurtem rzeki w dół.Zatrzymuje się kilka metrów przed upatrzonym,ciekawym miejscem i spuszczam woblera z prądem wody w miejscówkę.Zamykam kabłąk kołowrotka-prąd wody napina żyłkę,przynęta zaczyna pracować.Czuję wyraźnie na wędce jej drganie,przyjemne uczucie.
Nagle wyczuwam wyraźne uderzenie,puknięcie-to nie gałąź ani inna wodna zawada.Za dużo w tym energii:)Przytrzymuję przynętę przez sekundę,dwie,trzy...Wiem,że jaź płynie za nią i się przygląda- oo, znowu skubnął.Nie zacinam,w zasadzie to nigdy nie zacinam jaziowych brań.
W tym momencie wykonuję miarowy obrót korbką,drugi jeszcze szybszy.Ryba "sądzi",że ofiara ucieka,nabiera pewności.Znowu zatrzymuję woblerka i buum!Uderzenie pewne,mocne-wabik w pysku.Przy zrywie ryba sama w zasadzie się zacina.
Przyjemny ciężar na wędce,wir i młyn w wodzie-pięknie walczy jak na jazia.Nie jest to okaz nad okazami ale maluch też żaden.Zmęczony ląduje na trawie.


Najlepsze jest to,że w ciągu jednego majowego dnia,mam takich brań kilkanaście.Można się naprawdę nałowić "do bólu":)Wyjętych ryb kilka,bo nie każde branie kończy się holem,ale nie wyjęte ryby są tu najważniejsze.Z resztą i tak większość trafia z powrotem do wody.


Tak naprawdę liczy się atmosfera pięknego majowego weekendu nad bystrą rzeczką.Po długim zimowym letargu,takie chwile smakują wyjątkowo-jest po prostu idealnie:) Pachną łąki,woda,przed chwilą rozdeptany tatarak uwalnia swą ostrą woń.W powietrzu unosi się zapach rozgrzanego słońcem olsu,kwitnących drzew i krzewów.Ptaki przejęte rolą,śpiewają jak szalone. Kładąc się spać-ich śpiew huczy jeszcze długo w głowie.
Na drugi dzień powtórka:))




Zdybi

poniedziałek, 1 lutego 2010

Przynęty miękkie z białoporka brzozowego

Białoporek brzozowy to rodzaj huby,która rośnie pospolicie na zmurszałych brzozach.Nas interesuje w tym wypadku wewnętrzny,biały miąższ. Hubę najpierw obieramy z wierzchniej otoczki. Wewnętrzne "bielmo" to doskonały materiał na wszelkie miękkie przynęty.Jest bardzo elastyczne,miękkie ale mocne-coś jak wyschnięty sylikon,tylko nie daje się tak rozciągać.
Najlepiej gdy huba jest mokra,wtedy łatwo się kroi i obrabia.Można ja wpierw włożyć do naczynia z wodą na minutkę.Bardzo szybko chłonie wodę.


Następnie bardzo ostrym nożem lub żyletką(skalpelem),kroimy odpowiedniej wielkości i długości paski.Naznaczamy kształt przynęty z grubsza...



Dalej,należy nadawać odpowiedni kształt przynęcie.Ostrym ostrzem nie trwa to długo.Nie trzeba oczywiście rzeźbić tego super realistycznie.Ja wykonałem coś na wzór kopyta.Przy tej pracy liczy się jednak dokładność...



Następnie montujemy hak z obciążeniem(Jiga).Trzonek tego haka nie powinien być zbyt długi,gdyż ciężko się przynętę nabija na tak ostrym zgięciu.W końcu to nie sylikon:)
Jeśli nie posiadamy główek jigowych a jedynie same haki(kotwiczki),można na żyłce,przed przynętą zamontować jakiś ciężarek(podłużny kamień,ołów...)Przynęta jest stosunkowo ciężka już bez dociążania,ale nie tonie-więc należy ją dociążyć.Chyba,że zależy nam na przynęcie powierzchniowej...



Z białoporka brzozowego wychodzą także piękne twistery.Można dla ubarwienia dołożyć kawałek nitki ale nie trzeba...



Nie wiem dlaczego ale drapieżniki strasznie lubią biały kolor.Białe przynęty należą do jednych z moich najłowniejszych przynęt.Począwszy od szczupaków a na pstrągach kończąc...

Są jeszcze inne zastosowania tego grzyba. Może np, posłużyć jako bardzo prosta,awaryjna pochewka do noża. Wystarczy wbić go w hubę i rozruszać nieco,by się lżej wyjmował. Wykonujemy ruchy skrętne-lewo,prawo...
Taka pochewka nie spełnia swego zadania w czasie mrozu gdy jest mokra lub wilgotna.Wtedy należało by ją dobrze wysuszyć.



Odkrojony kawałek tej huby daje nam doskonały leśny czyścik. Szczególnie jego spodnia strona,jest chropowata i szorstka. Można tym myć zarówno naczynia jak i nasze ciało(coś pomiędzy gąbką a pumeksem)


Zdybi