Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

sobota, 6 lutego 2010

Zimowe bytowanie

Zima w pełni,masa śniegu i mróz.Trzeba korzystać bo takie warunki mogą się za szybko nie powtórzyć:)
Wczesnym rankiem wyruszam w dobrze mi znaną drogę.Chcę odwiedzić okoliczne lasy,zrobić rozpoznanie po długiej nieobecności. Głęboki śnieg mocno utrudnia marsz przez pole,ale w lesie jest już dużo lżej.Moje "taktyczne obuwie" to zwykłe gumofilce:)Na nie,naciągnąłem ciasno nogawki spodni.Można brodzić w śniegu,nic nie przedostanie się do środka.



Całodzienny marsz w takim śniegu jest dosyć męczący. Odległość,którą normalnie przeszedłbym w godzinę,robiłem trzy razy dłużej. W cichym,zimowym lesie każdy szczegół-optyczny czy dźwiękowy-bardzo się wyróżnia. Spotykałem na swej drodze dziki,jelenie sarny i bardzo wiele gatunków ptaków.
Na zmurszałej brzozie,znalazłem wyjątkowo duży okaz huby-białoporka brzozowego. Tak zrodziła się moja "łopata" do śniegu:)


Popołudniowe słońce chyliło się ku dołowi. W młodym,mieszanym lesie rozbiłem obóz. Chciałem zrobić sobie schronienie ze śniegu,co w sumie się udało.
Przy pomocy huby,wykopałem w śniegu miejsce pod mój domek. Zmrożony śnieg czasem odrywał się płatami a czasem był sypki jak piach,szczególnie z wierzchu.



Następnie w ruch poszły okoliczne suche gałęzie.Wywrócone przez wiatr sosny i suche czeremchy. Ułożyłem je gęsto przy sobie,jako ściany niskiego szałasu.


Na ów szkielet,narzucałem grubo śniegu i ułożyłem go szczelnie.Powstało coś w rodzaju śnieżnego szałasu. Praca nie męcząca ale bardzo rozgrzewająca.Było by lepiej gdyby śnieg był choć trochę mniej zmrożony. Całość zajęła mi jakieś półtorej godziny.




Po pracy,przyszedł czas na relaks,czyli-rąbanie drewna i przygotowanie posiłku. Mnogość wody to następna zaleta śniegu.Wystarczy natopić odpowiednią ilość.Ważne by brać śnieg z wewnętrznej części.Na zewnętrznej,zleżałej warstwie jest masa zanieczyszczeń organicznych(igły sosnowe,strzępy suchej roślinności...)i nie tylko.


W nocy mróz spotęgował. Nie miałem termometru ale dowiedziałem się później,że było ponad -10 stopni.Nie wiele:))
Otwarte niebo,usiane milionami gwiazd i pohukiwanie puszczyka umilały mi wieczorny czas przy ognisku.
Zanim wejdziemy do śpiwora,ważne jest by w miarę możliwości obsuszyć przy ogniu spodnie,skarpety,wkładki do butów(same buty nie za blisko ognia) i inne,mokre części garderoby...


Wejście do mojego "śnieżnego hotelu" zatkałem małą plandeką ogrodową. Wziąłem ją ze sobą aby pościelić pod karimatę,ale posłużyła jako drzwi:)Nie zatykałem wejścia szczelnie. U góry zostawiłem mały otwór,jako wentylację.
W środku,po wygodnym rozłożeniu, odpaliłem dwie świeczki. Znacznie poprawiły mikroklimat wewnątrz. W pewnym momencie było mi za gorąco w śpiworze.Na zewnątrz zerwał się silny wiatr.W "domku" było miło i spokojnie.
Następnego dnia wiał nieprzyjemny,mroźny wiatr.Brodząc w śniegu skierowałem się w stronę domu. Ogólnie wypad się udał.


Zdybi

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Korsak w "Roku myśliwego" podaje jeszcze taki patent, żeby na powierzchni legowiska rozpalić duże ognisko i pozwolić mu wygasnąć. Noc można wówczas spędzić na ciepłych węglach przykrytych gałęziami.