Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

sobota, 24 kwietnia 2010

Jesionowa czarka

Jest taki las,jesionowy,podmokły gdzie czasami po pracy udaję się na wieczorną "zasiadkę".Właśnie wiosną,kiedy las pokrywa się delikatnym,jasnozielonym listowiem ale nie ukrywa jeszcze przed obserwatorem swych mieszkańców w gąszczu roślin...
Wieczorem las nabiera zupełnie innego brzmienia,za sprawą ptaków...
Ten las jest w znacznej części obumarły,jesiony które tam rosną,sukcesywnie usychają lub kładą się pod naporem wiatrów.Z takiego suchego drewna można korzystać przy wyrobie przeróżnych rzeczy z drewna.Właśnie tam wybieram się gdy potrzebuję materiału na trzonek do siekiery,na łuczysko lub do innych rzeczy z drewna.
Tym razem chciałem wykonać sobie drewnianą,terenową czarkę do kawy(poprzedni olchowy czyrt,rozsechł się i popękał- mogłem go od razu wygotować w wodzie z solą!)
Z kawałka bezsęcznego,suchego drewna wyciąłem kształt ogólny naczynia.

Dalej za pomocą lekko wygiętego dłuta i pobijaka,wydłubałem zbędny materiał i określiłem tak pojemność czarki. Dodatkowe dokładniejsze cięcia,najlepiej wykonywać nożykiem snycerskim.

Gdy mamy już wnętrze czarki,nadajemy jej odpowiedni kształt,zaokrąglając brzegi,rogi i formując rączkę...

Po nadaniu jej ogólnych kształtów,moja czarka wygląda tak.Dalej pozostaje jeszcze uszczuplić ścianki,wyprofilować rączkę i może wyrzeźbić jakiś stylowy ornament...

CDN

Zdybi

piątek, 23 kwietnia 2010

Brzozowa łyżka,czerpak...

W naszym klimacie kora brzozy nie schodzi takimi pięknymi płatami,jak w krajach północnych.Czasami jednak,trafiają się drzewa(szczególnie w lasach),z których można pozyskać całkiem spore płaty kory.Można pokusić się i zrobić(uszyć,złożyć) z nich np,kubek...
Ale jeśli uzyskamy jedynie niewielki kawałek kory,spokojnie można zrobić z niej łyżkę lub nieco większy czerpak,chochelkę...Patent stary jak świat,nie mniej warto go znać:)
Korę zrywamy jedynie z drzew martwych,lub powalonych!


Najpierw wycinamy z kory, koło o średnicy np, 5x5 cm.Dobrze jest ten kawałek kory,zamoczyć w wodzie na krótki czas.Woda lekko go zmiękczy,szczególnie ciepła.
Następnie przygotowujemy sobie patyczek(lekko nacięty wzdłuż).Zaciśnie nam korę,gdy złożymy ją w kształt ostrosłupa i posłuży jako uchwyt.Łyżka gotowa.




Zdybi

niedziela, 18 kwietnia 2010

Dobrodziejstwo drzew iglastych

Żywica drzew iglastych:)Materiał łatwopalny,wodoodporny i pospolity...Każdy "człowiek lasu" wie o tym doskonale i jest to prawda stara jak świat...Od jakiegoś czasu,mam ze sobą stale w plecaku,właśnie taki mały zapas smolnych szczapek na czarną godzinę.Pozyskuję je z karp lub sęków,które sterczą blisko pni drzew.Są tak przepojone żywicą,że mają aż buraczkową barwę!Dlatego właśnie warto skorzystać z nadarzającej się okazji i przygotować sobie kilka szczapek na przyszłe ognisko.Nie waży to wiele i nie zajmuje dużo miejsca. W momencie gdy potrzebujemy szybko rozpalić ogień,taki zapas rozpałki nigdy nas nie zawiedzie:)Płonie długo i mocno,jak to żywica. Po deszczowej nocy,gdy człowiek wstanie zaspany,pierwsze co chce zrobić to rozpalić ogień i wstawić wodę.W takim momencie nie bardzo chce się chodzić po lesie i szukać co suchszych patyków- strugać ich na "pierzaste patyki":)Owszem można,ale w takiej właśnie sytuacji,dobrze jest mieć jakąś błyskawiczną rozpałkę,która zajmie wilgotny chrust...
Takie żywiczne szczapki zawijam w brzozową korę.Syberyjscy myśliwi,zawsze mieli przy sobie właśnie taki pakunek na czarną godzinę.


Żywiczną szczapkę można podpalić zapałką bezpośrednio lub ostrzem noża,ustawionym prostopadle,zestrugać drobnych wiórów...Doskonale zajmują się od krzesiwa kluczykowego.


Sosna wejmutka (Pinus strobus),którą spotykam dość często w lasach,ma bardzo żywiczne sęki.Ale oprócz żywicznego drewna sosna ta zrzuca na ziemię duże,podłużne szyszki.Leży ich zwykle mnóstwo przy każdym z tych drzew.Są wręcz oblepione białą,bardzo lepką żywicą,szczególnie w dolnej ich części.Te szyszki to także doskonała podpałka.Bardzo szybko zajmują się od krzesiwa,nie wspominając o zapałkach:)



Zdybi

Wiosenna włóczęga

Niedziela,+ 18 stopni i błękitne niebo,rewelacja po prostu:))Plecak na ramiona i w las.
Chciałem odwiedzić rozległy ols,który rozciąga się pośród zdziczałych łąk i bagien. Żyje tam całkiem spora populacja jeleni.Teraz właśnie zrzucają poroże,więc trzeba pochodzić i poszukać,zanim teren nie zarośnie zbyt mocno roślinnością...
Las zaczyna się nieśmiało pokrywać zielenią,najpierw w podszycie- drobne listki,delikatne jeszcze ale jakże urozmaicają to piętro...


Masa ptaków,jeden wielki świergot i śpiew.Brodząc przez ten podmokły las zauważyłem,że na olchach można spotkać błyskoporka podkorowego jeszcze częściej,niż na brzozach.Czasami trafiały się naprawdę olbrzymie narośla.

Najczęściej grzyb ten pojawia się w miejscach,gdzie drzewo uległo zranieniu.Wtedy dochodzi do infekcji. Przyczynkiem takiej rany może być dzięcioł. Bardzo często spotykam właśnie tego grzyba tuż nad dziuplami tych ptaków.
I właśnie rozległ się niedaleko,charakterystyczny głos "ki,ki,ki,ki,ki,ki,kiks"!
Dzięciołek,akurat trafiłem na ptaka,który szykuje sobie dziuplę na tegoroczne lęgi.


Czas na kawę i śniadanie.W najsuchszym miejscu,na wzgórku rozpalam ogień.Niedaleko na jednej z olchowych gałęzi dostrzegłem specyficzną narośl- czyrt...Trochę pracy i będzie z niego doskonały "kubeczek". Ecch,ptaki śpiewają,las pachnie świeżością i wiosnę czuć w powietrzu.Poezja:) W takich warunkach można przesiedzieć cały dzień...



Ogólny kształt nadałem mu toporkiem i nożem.Resztę naczynka wykończę w domu nożykiem snycerskim,dłutem i papierem ściernym.Sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie:)

Zdybi

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Święta,święta i po świętach...Ostatni dzień,postanowiłem spędzić w terenie.Z aparatem,lornetką i plecakiem,przemierzyłem dobrze mi znane okolice...
Pogoda w kratkę i dość chłodno ale w przyrodzie już trwa wielkie ożywienie.Słychać skowronki,gęsi,żurawie,drozdy i kosy w lasach...Często właśnie w lesie,rozchodzi się piękny trel rudzika czy wesołe wołanie pierwiosnka i strzyżyka.Lasy,łąki i pola znowu zaczynają tętnić życiem:)Słońce,wynurzające się co raz zza chmur,tworzy piękną scenerię do zdjęć.Zwłaszcza rano i wieczorem.


Koziołki zdzierają scypuł z poroża.Tego osobnika trafiłem pod koniec marca i gdzie nie gdzie,leżał jeszcze śnieg.Jelenie zrzucają poroże,czasem warto pochodzić po okolicy,może się poszczęści...


Odwiedziłem jeden z dobrze mi znanych zbiorników wodnych.Mały stawek,na środku pola.Obrośnięty wkoło pałką wodną.Uwierzycie,że w tym małym oczku wodnym,żyją rekordowej wielkości karasie? Żyją,kiedyś też nie wierzyłem,dopóki nie zobaczyłem:)
Poza tym,co roku lęgną się tam kaczki krzyżówki i rodzinka perkozków.Stałym bywalcem jest czapla siwa i myszołów.Często na przelotach widuję bekasy krzyki i inne brodzące...Dziś nazbierałem tam kłączy pałki szerokolistnej,które chciałem upiec w żarze ogniska.


Na skraju niewielkiego,śródpolnego lasku rozłożyłem się z biwakiem.Miałem ze sobą kawał krzemienia,z którego chciałem zrobić prymitywny nóż.Jako kleju do przytwierdzenia rękojeści,użyłem rozgrzanej żywicy i węgla drzewnego.Roztarłem oba elementy na kawałku drewna.Powstał bardzo szklisty "klej",podobny do smoły...
Całość wzmocniłem wierzbowym łykiem.Muszę przyznać,że do prac z miękką materią,taki "nóż",nadaje się znakomicie.Łupek zaklinował się w drzewcu bardzo stabilnie,trzyma do tej pory:)




Na pobliskiej brzozie,zamontowałem "ściągę" by uzyskać trochę soku.Odciąłem gałązkę grubości kciuka i wetknąłem w butelkę PET.Po krótkim czasie miałem ponad szklankę.


Kłącza pałki,po zgrubnym oczyszczeniu,trafiły w żar.Przy pieczeniu kłączy,nie czekamy długo.To nie ziemniaki:)Wystarczy kilkanaście minut ale warto zerknąć,czy aby się nie przypalają za mocno.Cudowna woń pieczonych ziemniaków,pierwszy zapach jaki odczujemy po wyjęciu z ogniska:)Warto sobie przygotować więcej kłączy,bo dużo odpada w trakcie czyszczenia po pieczeniu...


Pieczoną pałkę przeżuwamy jak gumę do żucia i wysysamy skrobię.Efekt uboczny,to kłębek "włosków",który także możemy wykorzystać,jako przynętę na ryby spokojnego żeru.Taką kulkę nabijamy po prostu na haczyk.Dobrze biorą na nie płocie...
Nie mniej,pałka to bardzo wdzięczna roślina jadalna i na szczęście pospolita:)


Do pieczonych kłączy,doskonale pasuje kawałek mięsa rybiego lub kiełbaska.Jako sałatki,można użyć już pierwszych,delikatnych liści mniszka lekarskiego.W miejscach nasłonecznionych,pokazuje się też pokrzywa zwyczajna,krwawnik,babka lancetowata,świeża gwiazdnica...
Popijając sok z brzozy,w koronach drzew zobaczyłem dwa dzięcioły duże.W tym momencie,fruwają za sobą i uganiają się zaciekle.Można zwabić dzięcioła blisko siebie,stosując prosty trick.Wystarczy dwoma kawałkami kija,stukać w jego rytm...To charakterystyczny stukot.Dzięcioły to terytorialiści.Nie znoszą obcych na swym terenie.Zaciekawiony dzięcioł,będzie szukał swego rywala i czasem podfrunie blisko nas.Tak jak w tym wypadku,był na tyle blisko,że udało mi się zrobić ostre zdjęcie:)


Zdybi

czwartek, 1 kwietnia 2010

Krzemienne groty (cd...)

Tym razem,dostały mi się w ręce piękne bryły krzemienia ale o białej i kremowej lub szarej,łupkowej barwie...Praca w tym materiale to po prostu przyjemność:)Po jakimś czasie,dochodzi się do wprawy i jest to naprawdę bardzo przyjemne zajęcie,dające masę satysfakcji:)
W tym momencie skupiłem się na grotach do strzał i włóczni,ponieważ chcę w najbliższym czasie,sprawdzić ich działanie,wytrzymałość i siłę przebicia w symulowanych warunkach terenowych...



Moje wyroby powstają z bardzo różnych łupków.Często same,swoim kształtem podpowiadają "czym chciały by być". Do łupania i szczegółowej obróbki używam dwóch okrągłych kamieni(mniejszy i większy),kawałków jeleniego rogu,jako retuszera i pobijaka,kawałków grubszej skóry do ochrony dłoni i nóg...






Zdybi