Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

poniedziałek, 31 maja 2010

Pokaz Technik Prymitywnych

W Koszalinie z okazji Dni Miasta,odbył się szereg imprez zarówno kulturalnych jak i rozrywkowych. 30.05.2010 obok Amfiteatru Miejskiego można było zobaczyć występy,pokazy i warsztaty,różnych grup. Walki rycerzy,firewalking,wystawy malarstwa,popisy połykaczy ognia itd. Moim zadaniem było pokazanie zainteresowanym osobom, podstawowych,prymitywnych technik ogniowych oraz elementów krzemieniarstwa.
Zainteresowanie było duże. Uczestnicy mogli podpatrzeć oraz samemu spróbować,kilku technik wskrzeszania ognia (od krzesiwa współczesnego po łuk ogniowy). Dla bardzo wielu ludzi rozpalenie ognia ognia za pomocą węglowej stali,krzemienia i kawałka grzyba,po prostu graniczy z czarami:) A już niesamowitej radości i wrażeń,dostarcza uzyskanie płomienia,poprzez tarcie drew. I to po raz pierwszy w życiu!
Z krzemienia można było stworzyć prehistoryczny nóż,groty do strzał i włóczni oraz poznać zasadę tworzenia poszczególnych narzędzi...




Ogólnie impreza się udała. Największą radość miały dzieci ale w pamięć zapadły mi słowa pewnego starszego pana: "Gdybym w czasie okupacji posiadał taką wiedzę,było by łatwiej!"

Zdybi

niedziela, 23 maja 2010

Majowa akcja szczepienia lisów

Od 15 maja na terenie zachodniopomorskim,trwa akcja szczepienia lisów przeciw wściekliźnie.

W trakcie zrzucania szczepionki z samolotów oraz przez kolejne 7 dni po wyrzuceniu, Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Szczecinie zaleca: nie urządzać polowań, nie wprowadzać wycieczek grup szkolnych oraz innych grup zorganizowanych na obszar objęty szczepieniem, nie dotykać, nie zbierać i nie niszczyć przynęt zawierających szczepionkę, zwierzęta gospodarskie trzymać pod kontrolą, nie wypuszczać psów i kotów poza własne gospodarstwo, pouczyć dzieci o konieczności unikania kontaktu ze szczepionką.
Kolejna, jesienna, akcja szczepienia lisów jest zaplanowana na przełom września i października.


A tak oto wygląda sama szczepionka. Jest ukryta w śmierdzącej padliną otulinie.Ma to zwabić lisy i zachęcić do zjedzenia.

piątek, 14 maja 2010

Nowa strona

W roku 2011 odbędą się szkolenia w kwietniu, maju oraz w miesiącu wakacyjnym (lipiec-sierpień). Pierwsze warsztaty już 16-17 kwietnia. Zapraszam

niedziela, 9 maja 2010

Wyprawa wędkarska

Ten weekend chciałem spędzić nad moją ulubioną rzeką,wśród dzikich i podmokłych olsów,z dala od ludzi:)To odpowiedni moment.Pomimo,iż jest już ciepło i las zieleni się młodym listowiem i wdzięczy kwieciem- nie ma jeszcze komarów,pozostawiając człowiekowi trochę więcej komfortu...
Ta rzeczka wiedzie swe koryto pośród podmokłych lasów i łąk,zarośniętych gąszczem trzcin i łozin.Jest w tym coś fantastycznego.Rzadko spotykam tam odcisk ludzkiej stopy,szczególnie gdy teren zarośnie plątaniną roślinności.



Najkrótsza droga do strumienia,wiedzie przez podmokły olchowy las.O tej porze roku,wędrówka przez ten teren,to czysta przyjemność.Eksplozja zieleni,zapachów i śpiewu ptaków...


Stałymi mieszkańcami tej rzeczki są wydry i bobry.Te drugie,ścinając drzewa przyczyniają się do zwiększenia kryjówek i miejsc atrakcyjnych dla ryb.

Do łowienia w takich niewielkich rzekach,używam małych woblerków i obrotówek.Wirówkami,często łowię z nurtem rzeki.Ryba nie ma wtedy tyle czasu na przyglądanie się przynęcie i z reguły atak jest pewniejszy...
Tym razem pstrągi "nie gryzły":)Za to jazie dały prawdziwy popis swej aktywności.Kilka ryb wyjętych,kilkanaście brań i wyjść do przynęty.Najlepsze efekty miałem na dwa sprawdzone już woblerki.Jeden czarny w brązowe paski a drugi zielony,pomazany i "doprawiony" markerami:)Dwie ryby zabieram ze sobą,na wieczorną kolację,reszta wraca do wody...

Po południu nadszedł czas na rozbicie obozowiska.Noc chciałem spędzić właśnie w tym olsie,wśród kwitnącej kruszyny i śpiewu ptaków...Śpiewu ptaków?W nocy? A tak!Gdzieś tam w gąszczu tych drzew,nad brzegiem lasu kląskał sobie słowik.W nocy zaś,dał prawdziwy koncert.Coś pięknego:)
Na niewielkim wzniesieniu,w suchszym miejscu,miałem zamiar rozłożyć schronienie.Zdjąłem plecak,oparłem pod drzewem i już miałem zająć się rozciąganiem linki pod plandekę,gdy mój wzrok przykuł poddenerwowany kowalik.Skakał z pnia na pień,jak by coś chciał.Do tego dołączył szpak.Także oblatywał pobliskie gałęzie,starając się dotrzeć jak najbliżej drzewa pod którym stałem. Stara brzoza,naszpikowana dziuplami(otwory były dość nisko)...Wszystko jasne:)Chciały dotrzeć do swych gniazd w dziuplach,ale bały się mojej osoby.Plecak na ramiona i odchodzę szukać innej miejscówki.Nie będę przeszkadzał i niepokoił niepotrzebnie mieszkańców lasu.
Warto czasami zwrócić uwagę na to gdzie rozbijamy swój obóz,gdyż może się to okazać zgubne w skutkach dla piskląt tych ptaków.Kilkugodzinna przerwa w dostawie pożywienia,może być zabójcza dla piskląt,albo doprowadzić do wychłodzenia jaj,jeśli akurat takie leżą w gnieździe...Szczególnie o tej porze roku.
W innym miejscu,także na suchym wzniesieniu,rozkładam schronienie i rozpalam ogień.Głód doskwiera i czas zająć się kolacją...

Idąc nad rzeczkę,na skraju lasu,nazbierałem kilkanaście większych liści łopianu.Swoje ryby,chciałem upiec(udusić)w żarze-zawinięte w liściach.
Po oczyszczeniu mięsa,należy przygotować sobie z mokrego drewna,odpowiednie patyczki,którymi przebijemy na koniec zawinięte w liście rybie mięso.Najlepiej,jeśli patyczki mają na końcach odstającą piętkę,sęczek...Przytrzymuje wtedy lepiej całość w czasie pieczenia...

Do pieczenia,nadają się liście wielu roślin,jednak o tej porze roku(w nasłonecznionych miejscach) najwcześniej pojawiają się właśnie łopianowe.Mają charakterystyczny kształt i dzięki temu mięso zawija się szczelnie i łatwo.
Kawałek ryby kładziemy w miejscu,gdzie liść łączył się z ogonkiem liściowym.

Następnie zaginamy odstające "uszy" liścia i zawijamy całość do końca.

Jeden liść nie wystarczy.Trzeba zwinąć mięso w 3-4 liście,ponieważ w czasie pieczenia,wierzchnie warstwy się po prostu zwęglą...Taki zawijas z kilku liści,przebijamy na końcu zaostrzonym patyczkiem,blokując całość...

Taki pakunek kładziemy w kupkę żaru i nagarniamy nań gorący popiół i żar...Zostawiamy tak całość na jakieś 5- maksymalnie 10 minut.To trzeba kontrolować.Pieczenie nie trwa długo.Po wyjęciu z żaru,wierzchnia warstwa liści będzie zwęglona ale ta w środku,już nie.

Mięso w liściach bardziej się udusi niż upiecze tak jak na kiju lub ruszcie.Zaletą tego jest fakt,że ości odchodzą od mięska lekko i bez problemu:)To ważne,szczególnie u jazia...

Do tak przygotowanego mięsa,serwuję sałatkę z młodziutkich liści lipy,buku,czosnaczku,gwiazdnicy i szczawiu...Palce lizać:)


Rybie mięso przyrządzone w taki sposób,najlepiej jeść ciepłe,tuż po wyjęciu.Do
tego,doskonale służy prowizoryczny widelec,zrobiony z kawałka gałązki.
Najpierw rozcinamy gałązkę wzdłuż- na cztery części(nacięcie ok 5 cm).Następnie zaostrzamy całość i przekładamy środki nacięć,dwoma cienkimi patyczkami(grubości zapałek).Takim drewnianym widelcem doskonale wybiera się rybie mięso od ości.Pociągnięciami i ruchami okrężnymi,nasuwamy mięso do środka widelca.Ości z reguły wystają na boki i łatwo je wtedy oddzielić...

środa, 5 maja 2010

WARSZTATY TECHNIK PRZETRWANIA 2010

Warsztaty odbyły się w długi majowy weekend we wsi Chomino w zachodniopomorskim.Tuż przy rzece Wołcza. W sumie było nas razem 21 osób,więc całkiem spora grupa ludzi.
Pogoda dopisała należycie,mimo iż prognozy nie były optymistyczne:)
Kilka metrów od nurtu rzeczki,stoi nasza wiata,kryta trzciną i suchą trawą.
W piątkowy wieczór,zaczęli się zjeżdżać uczestnicy.Chłopaki z harcerskiej drużyny UFO,łagodzili obyczaje muzyką:)

Do późnego wieczora przybywali ludzie z całej Polski.Rozmowy przy ognisku,trwały długo w noc...Następnego dnia rano,śniadanko i kawa:)

Warsztaty zaczęliśmy od podstaw.Czyli zasady posługiwania się toporkiem i nożem oraz omówiliśmy przydatność jednych i drugich.Okazuje się to,nie być wcale takie proste i oczywiste...

Następnie zajęliśmy się technikami ogniowymi.Od prawidłowego używania zapałek- po krzesiwo kowalskie,współczesne i metody tarcia drew.Do tego omówiliśmy podstawowe i mniej klasyczne hubki i podpałki.Ten dział budził bardzo duże zainteresowanie i zaciekawienie.Po kilku próbach okazało się,że nie taki diabeł straszny i każdy jest w stanie wykrzesać ogień choćby kawałkiem pilnika i krzemieniem:)Rozdmuchanie tlącego się zarzewia i zamienienie go w ogień,zawsze powodowało uśmiech i zadowolenie:)



Kamila próbuje swoich sił z ręcznym świdrem i błyskoporkiem podkorowym:) Nie jest to takie trudne ale udało się tylko Antkowi:)




Irek też w końcu stał się władcą ognia.


Do łuku ogniowego użyliśmy wszędobylskiej wierzby.Była trochę wilgotna ale się udało:)




W sobotę,odwiedził nas Jacek Peczeniuk (Tanto)


Następnie rozdzieliliśmy się.Część ekipy poszła z Marcinem zbierać hubiaka pospolitego na hubkę a część ze mną,pozbierać młodych pędów pałki...

Przerwa na posiłek i dalej do zajęć:)

Na najbliższych łąkach,miedzach i w lesie nazbieraliśmy mnóstwo roślin jadalnych na wieczorną zupę:)Dziewczyny przygotowały podkład:)

Magiczna zupa rośnie w siłę:)Adam dokładnie miesza i dodaje składniki:)Dla wegetarian była wersja zielona a dla reszty wkładka w postaci gotowanych ryb:)

Kolejka po kolację:)


Następnego dnia na pobliskim polu,nazbieraliśmy kamieni i obłożyliśmy nimi dół ziemny.Później rozpalamy na nich ognisko.Gdy kamienie nagrzały się wystarczająco,wyłożyliśmy go świeżą trawą i na to poukładaliśmy smakołyki.Następnie druga warstwa trawy,izolacja i przykrycie ziemią.Taki kopczyk zostawiamy na kilka godzin.



Wieczorem mieliśmy nie lada wyżerkę:))


Można było zrobić własnoręcznie sznurki i linki z łyka,konstruować kosze,tworzyć prymitywny sprzęt wędkarski(haczyki,linki...)postrzelać z łuku i wiele,wiele innych rzeczy...







Sławek(i nie tylko) ugotował wodę na herbatę w tubie z kory wierzby:)

Wieczorem rozpaliliśmy pokazowe ognisko syberyjskie "Nodia".Powstało z metrowego,rozłupanego bala jesionowego.Żarzyło się praktycznie całą noc,mimo iż w nocy padał deszcz!

Specjalne podziękowania dla Przemka Kledzika (i psa Bazyla) za udostępnienie zdjęć oraz dla wszystkich,którzy pomagali bardzo aktywnie.Bez Was ta impreza nie była by taka sama:)Mam nadzieję,że jeszcze się spotkamy.

Zdybi