Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

niedziela, 9 maja 2010

Wyprawa wędkarska

Ten weekend chciałem spędzić nad moją ulubioną rzeką,wśród dzikich i podmokłych olsów,z dala od ludzi:)To odpowiedni moment.Pomimo,iż jest już ciepło i las zieleni się młodym listowiem i wdzięczy kwieciem- nie ma jeszcze komarów,pozostawiając człowiekowi trochę więcej komfortu...
Ta rzeczka wiedzie swe koryto pośród podmokłych lasów i łąk,zarośniętych gąszczem trzcin i łozin.Jest w tym coś fantastycznego.Rzadko spotykam tam odcisk ludzkiej stopy,szczególnie gdy teren zarośnie plątaniną roślinności.



Najkrótsza droga do strumienia,wiedzie przez podmokły olchowy las.O tej porze roku,wędrówka przez ten teren,to czysta przyjemność.Eksplozja zieleni,zapachów i śpiewu ptaków...


Stałymi mieszkańcami tej rzeczki są wydry i bobry.Te drugie,ścinając drzewa przyczyniają się do zwiększenia kryjówek i miejsc atrakcyjnych dla ryb.

Do łowienia w takich niewielkich rzekach,używam małych woblerków i obrotówek.Wirówkami,często łowię z nurtem rzeki.Ryba nie ma wtedy tyle czasu na przyglądanie się przynęcie i z reguły atak jest pewniejszy...
Tym razem pstrągi "nie gryzły":)Za to jazie dały prawdziwy popis swej aktywności.Kilka ryb wyjętych,kilkanaście brań i wyjść do przynęty.Najlepsze efekty miałem na dwa sprawdzone już woblerki.Jeden czarny w brązowe paski a drugi zielony,pomazany i "doprawiony" markerami:)Dwie ryby zabieram ze sobą,na wieczorną kolację,reszta wraca do wody...

Po południu nadszedł czas na rozbicie obozowiska.Noc chciałem spędzić właśnie w tym olsie,wśród kwitnącej kruszyny i śpiewu ptaków...Śpiewu ptaków?W nocy? A tak!Gdzieś tam w gąszczu tych drzew,nad brzegiem lasu kląskał sobie słowik.W nocy zaś,dał prawdziwy koncert.Coś pięknego:)
Na niewielkim wzniesieniu,w suchszym miejscu,miałem zamiar rozłożyć schronienie.Zdjąłem plecak,oparłem pod drzewem i już miałem zająć się rozciąganiem linki pod plandekę,gdy mój wzrok przykuł poddenerwowany kowalik.Skakał z pnia na pień,jak by coś chciał.Do tego dołączył szpak.Także oblatywał pobliskie gałęzie,starając się dotrzeć jak najbliżej drzewa pod którym stałem. Stara brzoza,naszpikowana dziuplami(otwory były dość nisko)...Wszystko jasne:)Chciały dotrzeć do swych gniazd w dziuplach,ale bały się mojej osoby.Plecak na ramiona i odchodzę szukać innej miejscówki.Nie będę przeszkadzał i niepokoił niepotrzebnie mieszkańców lasu.
Warto czasami zwrócić uwagę na to gdzie rozbijamy swój obóz,gdyż może się to okazać zgubne w skutkach dla piskląt tych ptaków.Kilkugodzinna przerwa w dostawie pożywienia,może być zabójcza dla piskląt,albo doprowadzić do wychłodzenia jaj,jeśli akurat takie leżą w gnieździe...Szczególnie o tej porze roku.
W innym miejscu,także na suchym wzniesieniu,rozkładam schronienie i rozpalam ogień.Głód doskwiera i czas zająć się kolacją...

Idąc nad rzeczkę,na skraju lasu,nazbierałem kilkanaście większych liści łopianu.Swoje ryby,chciałem upiec(udusić)w żarze-zawinięte w liściach.
Po oczyszczeniu mięsa,należy przygotować sobie z mokrego drewna,odpowiednie patyczki,którymi przebijemy na koniec zawinięte w liście rybie mięso.Najlepiej,jeśli patyczki mają na końcach odstającą piętkę,sęczek...Przytrzymuje wtedy lepiej całość w czasie pieczenia...

Do pieczenia,nadają się liście wielu roślin,jednak o tej porze roku(w nasłonecznionych miejscach) najwcześniej pojawiają się właśnie łopianowe.Mają charakterystyczny kształt i dzięki temu mięso zawija się szczelnie i łatwo.
Kawałek ryby kładziemy w miejscu,gdzie liść łączył się z ogonkiem liściowym.

Następnie zaginamy odstające "uszy" liścia i zawijamy całość do końca.

Jeden liść nie wystarczy.Trzeba zwinąć mięso w 3-4 liście,ponieważ w czasie pieczenia,wierzchnie warstwy się po prostu zwęglą...Taki zawijas z kilku liści,przebijamy na końcu zaostrzonym patyczkiem,blokując całość...

Taki pakunek kładziemy w kupkę żaru i nagarniamy nań gorący popiół i żar...Zostawiamy tak całość na jakieś 5- maksymalnie 10 minut.To trzeba kontrolować.Pieczenie nie trwa długo.Po wyjęciu z żaru,wierzchnia warstwa liści będzie zwęglona ale ta w środku,już nie.

Mięso w liściach bardziej się udusi niż upiecze tak jak na kiju lub ruszcie.Zaletą tego jest fakt,że ości odchodzą od mięska lekko i bez problemu:)To ważne,szczególnie u jazia...

Do tak przygotowanego mięsa,serwuję sałatkę z młodziutkich liści lipy,buku,czosnaczku,gwiazdnicy i szczawiu...Palce lizać:)


Rybie mięso przyrządzone w taki sposób,najlepiej jeść ciepłe,tuż po wyjęciu.Do
tego,doskonale służy prowizoryczny widelec,zrobiony z kawałka gałązki.
Najpierw rozcinamy gałązkę wzdłuż- na cztery części(nacięcie ok 5 cm).Następnie zaostrzamy całość i przekładamy środki nacięć,dwoma cienkimi patyczkami(grubości zapałek).Takim drewnianym widelcem doskonale wybiera się rybie mięso od ości.Pociągnięciami i ruchami okrężnymi,nasuwamy mięso do środka widelca.Ości z reguły wystają na boki i łatwo je wtedy oddzielić...

1 komentarz:

Dariusz Froch pisze...

Super...
Zgłodniałem czytając .
W weekend znikam na rybach... Pozdrawiam.