Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

środa, 28 lipca 2010

Pojemniki z kory brzozy

Po ostatniej gwałtownej burzy,natrafiłem na powalone brzozy. Wyjątkowo białe i z dużymi połaciami "czystej" kory. Zdjąłem z jednej całkiem pokaźne płaty. Najpierw nożem nacinamy kształt jaki chcemy zdjąć i określamy wielkość.

Tu pojawia się problem,ponieważ zdjęta kora,zaczyna się rolować gdy wysycha. Można temu zapobiec i przygotować sobie z dwóch kijków,coś w rodzaju uchwytów na korę brzozową. Doskonale trzyma całe płaty a gdy chcemy użyć jednego,po prostu go sobie wysuwamy. Dwa kijki,rozcinamy wzdłuż na dwie połówki i związujemy. Można związać sznureczkiem,korzonkiem,łykiem itd. Taki pakunek jest stabilny i mocny.


Z takich płatów kory,można pokusić się o zrobienie np. pudełka na hubkę...
Jeden większy pas zwijamy i zszywamy. Użyłem tu sznureczka,wykonanego z łyka wierzby. Denko powstało z kory sosnowej.




Z mniejszych kawałków kory można wykonać ciekawe "kieliszki". Wycięte kawałki okrągłej kory,zginamy w kształt stożka i zszywamy. Stawiamy je na kawałku zwiniętej kory w kształt rurki,tuby. Karawka nalewki myśliwskiej w dobrym towarzystwie,zimowym wieczorem...


Zdybi

niedziela, 25 lipca 2010

Pałka w cieście

Do stworzenia tego dania wystarczy odrobina mąki,jedno jajko i tłuszcz. Tłuszcz może być wytopiony np. z boczku. Można także nosić w małym pojemniczku niewielką ilość oleju i używać go do smażenia w terenie. Jeśli jadasz mięso,doskonałym dodatkiem będzie smażony boczek. Osobiście używam do smażenia w terenie małej i lekkiej patelni,wielkości dłoni. Można jednak z powodzeniem smażyć w menażce.



Po nazbieraniu wewnętrznych,kruchych części pałki,przygotowujemy ciasto. Jedno jajko mieszamy z niewielką ilością maki. Jajko można zawinąć w papier toaletowy i włożyć do np. słoika. Następnie obtaczamy pędy w cieście i kładziemy na kilka minut w gorący tłuszcz.

Samo smażenie twa tylko kilka minut. Ale trud się opłaci. Smak tak przygotowanej pałki jest zupełni inny od pieczonej lub gotowanej. Tego trzeba po prostu spróbować.




Zdybi

sobota, 24 lipca 2010

Pochodnia z naturalnych materiałów

Może zdarzyć się w życiu sytuacja,gdy będziemy potrzebowali oświetlenia lub pewnego źródła ognia.
Będzie to wynikać z różnych przyczyn. Nie koniecznie survivalowych. Warto wiedzieć, jak za pomocą materiałów znalezionych w lesie,samemu zrobić pochodnię.
Do wykonania prowizorycznej pochodni będziemy potrzebowali odpowiedniej,bezsęcznej gałęzi,którą należy podzielić wzdłuż na cztery równe części. Najlepiej wbić gałąź w ziemię i pobijać kawałkiem drewna w rant noża. Trzeba być przy tym ostrożnym i dokładnym. Do tego kilka szczapek żywicznego drewna. Mogą to być przepojone żywicą sęki,korzenie,karpy...
Jeszcze kawałek brzozowej kory oraz około metr sznurka,linki. Można użyć nawet cienkiego korzonka. Zwiążemy nim całość,by trzymała się stabilniej.

Żywiczne szczapy,pozyskujemy tylko i wyłącznie z drzew już martwych!
Często w młodnikach można spotkać stare,smolne pniaki lub już padłe, spróchniałe drzewa o żywicznych sękach,rdzeniu i korzeniach...

UWAGA! Zabrania się używania otwartego ognia w miejscach o szczególnym zagrożeniu pożarowym! Pochodnia wykonana na zdjęciach,była testowana nad rzeką i właśnie w takich miejscach (bezpiecznych) należy ją wykonywać,jeśli nie ma ku temu wyraźnej potrzeby. Ostrożność przede wszystkim!

Kilka szczapek owijamy w dolnej połowie kawałkiem kory brzozowej. Kora brzozy ma to do siebie,że wysychając skręca się i dobrze obejmuje nasze szczapki razem. Pomaga też by w końcowej fazie, nie wypalały się tak szybko.
Można powtykać kilka pasków kory między drewienka,łatwiej się odpalą.
Całość lokujemy w rozszczepionym uprzednio kiju i związujemy razem aby usztywnić i wzmocnić uchwyt. Pochodnia będzie się palić dużym,jasnym płomieniem.
Jest bardzo odporna na wiatr i ciężko ją zgasić. Ma też tą podstawową zaletę,że w przeciwieństwie do pochodni z żywicy – nie kapie palącą się żywicą.
Wykonana z ośmiu szczapek,paliła się 45 minut. Więc nie tak krótko.



Zdybi

Prysznic w lesie

Lipiec,czas upałów. Temperatura w dzień, sięga blisko trzydziestu stopni Celsjusza. Maszerujemy przez zarośnięty gąszczem traw i pokrzyw las. Jest gorąco jak w piekle,pot oblewa czoło,twarz. Mokre ubranie,klei się do spoconego ciała. Wokół cisza i spokój,bez grama wiatru...
Dochodzimy do rzeki. Niegłęboka z czystą wodą,zachęca do kąpieli. Cały romantyzm leśnego strumienia,pryska jednak przy pierwszym kontakcie z wodą. Jest przeraźliwie zimna - lodowata!
Jeśli zdarzyło Ci się bytować latem w lesie,przez kilka dni,wiesz dobrze jak bardzo odczuwa to nasze ciało. W upalne dni pocimy się obficie,do tego dochodzi jeszcze dym z ogniska,który pozostawia na ubraniu zapach spalenizny. Mniejsze zło,jeśli posiadamy swój własny środek transportu do domu. Jeśli nie, możemy się poczuć dziwnie „obserwowani”,przez ludzi w pociągu lub w autobusie. Szczególnie po tygodniu,spędzonym aktywnie w lesie.
Obozując nad rzeką lub strumieniem,mamy do czynienia z zimną,dobrze natlenioną wodą. Nie zachęca to do kąpieli. Jeśli jednak,posiadamy przy sobie np. ponczo i kilka metrów mocniejszej linki,jesteśmy w stanie bardzo szybko,wykonać z tego terenowy prysznic. Zabieg ten naprawdę się opłaca,bo skorzystać z niego mogą nawet 2-3 osoby. A i czasu na wykonanie nie potrzeba wiele.

W miejscu gdzie biwakujemy lub zamierzamy wykonać
nasz prysznic,rozpalamy ognisko. Nie musi być wielkie.
Wystarczy jeśli będzie można rozgrzać w nim 4-5 kamieni,wielkości około dwóch pięści. Gdy kamienie wylądują na spodzie ogniska,można zabrać się za wykonanie pojemnika na wodę z poncza. Można użyć także grubszej folii lub innego materiału. Ponczo jednak ma tą zaletę,że posiada otwór na głowę i kaptur. Nie trzeba więc robić specjalnie dziur.
W miejscu gdzie kaptur łączy się z ponczem, wtykamy kij (grubości kciuka) i obwiązujemy całość sznurkiem lub linką. Trzeba owinąć to miejsce kilka razy i mocno zacisnąć. Chodzi o to,żeby wiązanie było jak najbardziej szczelne.

Do rogów poncza(jeśli trzeba to na środkach też) przywiązujemy po kawałku mocniejszego sznurka lub linki. Końce linek,związujemy razem,tak by były mniej więcej jednakowej długości.
Miejsce związania łączymy z linką główną. Właśnie tą linkę główną,przerzucamy przez uprzednio wypatrzoną gałąź drzewa i zawiązujemy. Na razie nie wciągamy całości do góry.
Teraz nalewamy do środka wody. Do noszenia wody z rzeki,można użyć menażki,butelki lub np, worka na śmieci- jeśli jest mocny,napełnianie idzie bardzo sprawnie. Jeśli prysznic ma służyć tylko nam,nie trzeba nalewać wody do pełna. Jeśli zaś dwóm lub trzem osobom, wtedy należy napełnić go bardziej.

Do tak przygotowanego prysznica,wrzucamy rozgrzane kamienie z ogniska. Trzeba je rozdzielić po dwóch stronach poncza,gdyż uformują się w nim oddzielne „kieszenie”. Jeśli wrzucimy kamienie,tylko w jedną kieszeń,w drugiej woda pozostanie zimna.
Wrzucamy 4-5 kamieni na raz. Ponczu nic się nie stanie. Woda odbiera ciepło kamieniom błyskawicznie. Teraz trzeba odczekać chwilę.
W momencie gdy woda stanie się ciepła,wyjmujemy ulokowany kij,podciągamy całość na odpowiednią wysokość i korzystamy z już gotowego prysznica. Gwarantuję,że trud włożony w przygotowanie tej kąpieli się opłaci.

PAMIĘTAJ! NIGDY NIE WKŁADAJ DO OGNISKA KAMIENI WYCIĄGNIĘTYCH Z RZEKI LUB JEZIORA. MOGĄ GWAŁTOWNIE PĘKAĆ I RAZIĆ ODŁAMKAMI!
UŻYWAMY TYLKO KAMIENI ZEBRANYCH NA POLU LUB ŁĄCE.
TRZEBA ZACHOWAĆ OSTROŻNOŚĆ PRZY PRZENOSZENIU GORĄCYCH KAMIENI- MOŻNA SIĘ PRZY TYM OPARZYĆ!




Zdybi

sobota, 3 lipca 2010

Żegnaj Artur



02.07.2010 zginął bardzo wybitny i znany fotograf przyrody Artur Tabor. Tragedia wydarzyła się podczas pleneru zdjęciowego w Mongolii. Od wczesnych lat dzieciństwa,był dla mnie niedoścignionym mistrzem fotografii ptaków ale nie tylko. Pamiętam,że to właśnie On zaszczepił we mnie pasję fotografowania przyrody,doradzał wybór obiektywu,podpowiadał co i jak. Od tego człowieka biła pasja i miłość do tego co robił. Darzyłem Go wielkim szacunkiem. W jednym z programów "Dzikiej Polski" Tomasz Kłosowski zadał Mu pytanie (nie dokładnie tak?)- "Co zrobisz gdy zniknie ten świat,który uwieczniasz na zdjęciach?" Odpowiedział- "Nie wiem,pewnie i mnie zabierze,gdzieś tam..." Dlaczego ludzie wielcy odchodzą zbyt wcześnie? Żegnaj Artur...

Zdybi