Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

niedziela, 24 października 2010

Ostatnie łazęgowanie

Ostatni weekend chciałem spędzić w lesie. Nic wielkiego. Jedna nocka i łazęgowanie po okolicy. Idąc przez pobliską wieś,w sklepie kupiłem kaszankę:)Pewnie nie każdy może to zrozumieć ale co tam- lubię ten wyrób. Nie chciałem jej jednak jeść na zimno,na kiju też raczej trudno,więc zawinąłem trzy pętka w liście klonu i upiekłem (udusiłem) w żarze ogniska. Smakowała wybornie. Liście klonu mają długie ogonki,można nimi owinąć całość a końcówkę zagiąć i wbić. Trzyma się bardzo stabilnie. To tylko przykład ale w taki sposób można przyrządzić także inne dania,jak choćby rybę...




Do tego pieczony korzeń łopianu. Razem smakuje wybornie. Można naprawdę eksperymentować i bawić się. Korzeń łopianu,szczególnie większej sztuki,to nie byle gratka.Zachęcam do spróbowania.


Wracając natknąłem się na starą sosnę. Jeden jej sęk,dał mi rozpałki na najbliższe pół roku:)



Zdybi

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

W jaki sposób używasz tych sęków?

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Zdybi pisze...

Po prostu podpalam kawałek zapałkami.Pali się długo i mocno. Jeśli używam krzesiwa to wpierw zestruguję rantem noża niewielką ilość i krzeszę.Doskonale łapie płomień. Dalej to już łatwizna. Lubię rozpalać żywicznym drewnem,jest niesamowicie skuteczne (oczywiście kora z brzozy też:))Smolne szczapki pachną także niebiańsko. Mam do nich sentyment:)

Polefixator pisze...

Zdybi
Jak przyrządzasz korzeń łopianu? Tak jak kłącza pałki? Pieczesz w skórce i potem obierasz? Jaki ma smak? Jak rabarbar :-)

Boungler pisze...

Świetny blog! Masz genialne podejście do przyrody. Powiem ci w zaufaniu że sporo się tutaj douczyłem, w terenie się sprawdza więc będe równie często odwiedzał. Dodaję obowiązkowo do moich ulubionych linków na stronie.

Zdybi pisze...

hej.Korzeń po prostu piekę w żarze ogniska. Jest łykowaty więc wysysamy miękisz.W smaku podobny do ziemniaków. Dlaczego rabarbar?