Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

czwartek, 17 lutego 2011

Pospolite hubki do krzesiwa kowalskiego

Ponieważ dostałem e-maila z zapytaniem, jak korzystać z krzesiwa tradycyjnego i jakie hubki do niego stosuję, odpowiadam :) Film przedstawia dwie hubki, które doskonale łapią iskrę z krzesiwa kowalskiego. jest to suchy błyskoporek podkorowy oraz zwęgloną bawełna. Można zobaczyć także, jak najlepiej sobie z tymi hubkami poradzić, by wzniecić z nich płomień. Nie jest to trudne a przy okazji, metody te zachowują ten niepowtarzalny klimat.Klimat, którego nie da nam żadne krzesiwo syntetyczne. Możność rozdmuchania tlącego się zarzewia, to niesamowite uczucie. Polecam.
Istnieją oczywiście, jeszcze inne hubki do krzesiwa tradycyjnego - równie skuteczne - ale omówię je kiedy indziej.
Patrząc w prognozy pogody, ten tydzień ma być mroźny i śnieżny. Postanowiłem dopracować do perfekcji, technikę łuku ogniowego z drewna znalezionego w terenie. I właśnie w takiej zimowej scenerii, będzie na to okazja. Bo czasem w takich warunkach, sama technika i wykonanie łuku ogniowego nie nastręcza tyle trudności - co znalezienie odpowiednio suchego i właściwego materiału. Zarówno na podkładkę, świder, jak i na hubkę...


Zdybi

niedziela, 13 lutego 2011

Łuk ogniowy w zimowy dzień

Tą niedzielę spędziłem w zabagnionym lesie olchowo - jesionowym. W cieplejsze miesiące, ciężko jest tam nawet wejść, ponieważ grunt jest miękki i podmokły. Chciałem
potrenować techniki ogniowe w zimowych warunkach. Pogoda dopisała, choć momentami mroźny wiatr mocno dokuczał. Generalnie, cel zamierzony został zrealizowany.


Zdybi

sobota, 12 lutego 2011

Naturalne przynęty wędkarskie - zimą

Wędkarstwo, jest w naszym kraju, jednym z najbardziej efektywnych i legalnych za razem sposobów zdobywania mięsa w czasie naszych wypraw. Mając przy sobie kilka metrów żyłki i niewielkich haczyków, jesteśmy w stanie łowić ryby, nawet zimą. Dłuższy, sprężysty kij na wędzisko, także znajdziemy łatwo. Jeśli akurat zima jest mroźna, będziemy zmuszeni wykuwać przeręble (jezioro, staw). Ma to swoje dobre strony, gdyż możemy wygodnie łowić w wielu niedostępnych z brzegu miejscach. Nie musimy także stosować długiego wędziska, wystarczy krótki kij (motowidło). Chodzenie po lodzie, jest jednak ryzykowne.
Jeśli jednak panuje plusowa temperatura, spokojnie można łowić z brzegu. Na jeziorach i stawach, najczęściej naszą zdobyczą będą płotki, wzdręgi, okonki, jazgarze lub ukleje.
Największym problemem, będzie jednak znalezienie przynęt, szczególnie zimą. Istnieje oczywiście na to kilka sposobów. Takie przynęty naturalne, dzielimy na roślinne i zwierzęce.
Dobrą przynętą roślinną na ryby spokojnego żeru, będą na pewno kłącza pałki wodnej, upieczone wcześniej w żarze ogniska. Takie kłącza, przeżuwamy w ustach i z pozostałych "włosków", obtoczonych skrobią - formujemy niewielkie kulki.
Za pomocą ogniska, możemy także przyrządzić np, bulwy topinamburu,kłącza czyśćca błotnego, pięciornika gęsiego itd. Miękkie, ugotowane lub upieczone kawałki tych roślin, nakładamy na haczyk i łowimy.
Czasami jednak, o wiele skuteczniejszymi przynętami, mogą okazać się np, larwy owadów. Dostępne o każdej porze roku, larwy korników. Można ich szukać pod korą, starych, uschłych drzew. Można także szukać różnych larw w miękkim, zgnitym drewnie.
Pamiętam gdy kiedyś w powalonej, zmurszałej wierzbie, znalazłem kilkadziesiąt, sporej wielkości larw. Wystarczyło rozgarnąć całe próchno kijem. One także nadawały się do połowu ryb. Idąc łąką, możemy natknąć się na zeszłoroczne "krowie placki". Często, można znaleźć w nich sporo małych larw. Wiosną zwykle jako pierwsze, dobierają się do nich, wędrujące kwiczoły, kosy i drozdy...
Przy drogach i na skrajach lasów, bardzo często możemy natknąć się na krzewy dzikiej róży. Na jej niektórych gałęziach, dostrzeżemy pewnego rodzaju kłębki. Takie pukle, są otoczone drobnymi włoskami, niczym futrem. W środku, znajdują się gniazda dziesiątek larw. Są doskonałe do połowu ryb. Cały pukiel, można swobodnie przenosić i przechowywać w czasie wędrówki. Mamy wtedy do dyspozycji, naturalne "pudełko" z przynętami. A tak właśnie wygląda ten "pukiel" z dzikiej róży:



Zdybi

piątek, 11 lutego 2011

Schronienie i ogień - minimalistyczny wypad w teren

Tym razem wyszedłem się powłóczyć po lasach w mojej okolicy. Chciałem zrealizować dwa projekty. Pierwszy,to budowa szybkiego i pewnego schronienia w monotonnym borze sosnowym. Drugi, to zdobycie ognia, metodą tarcia drew. Generalnie zamiar się udał i to nadspodziewanie dobrze.
Cały przebieg zdarzeń, dość dobrze obrazuje filmik. Jeśli chodzi o schronienie (szałas darniowy), to jest to rewelacyjne schronienie. Jego budowa nie zajmuje wiele czasu (zależy od naszej kondycji). Do tego, nie potrzeba do jego budowy, całej masy gałęzi i drewna. Wystarczy kilka kijów i trochę sznurka (lub korzonków), by związać całość stabilnie. Darniowy dywan, jest naturalnie ubitą i "sprasowaną" przez lata powierzchnią. Do tego dochodzi jeszcze cała plątanina korzonków, która doskonale wzmacnia całość i stabilizuje. Zadaszenie ustawione np, pod kątem 60 stopni jest praktycznie wodoszczelne i dobrze chroni przed deszczem. Ale w czasie zrywania (rolowania) darni, trzeba być ostrożnym by jej nie uszkodzić i nie zwinąć zbyt cienkiej powierzchni. Piaszczysty grunt, znacznie ułatwia sprawę. Można oczywiście, na gotowe schronienie, nałożyć jeszcze dodatkowo płatów darni. Stanie się wtedy zupełnie wodoszczelne.
Dobrze jest także zabudować sobie boki, które ochronią nas przed bocznym wiatrem.
Po całym obozowaniu, demontujemy stelaż z kijów i całą darń kładziemy z powrotem w wydarte miejsce (na miejsce po ognisku też). Tak, że nie pozostaje po nas za wiele śladów bytowania.
Ewidentnie cierpię na brak kamerzysty :))W scenie z rozdmuchiwaniem płomienia, źle skadrowałem całe zdarzenie i wyszło jak wyszło.



Zdybi

niedziela, 6 lutego 2011

Niedzielny wypad na pstrągi

Niedziela rano. Przez szybę w moim pokoju przebija się słońce! Po dwóch dniach systematycznego deszczu i wichur, nareszcie słońce:) Szybkie śniadanie i kawa, torba przez ramię, wędka w rękę i wymarsz z domu. Idę nad "swoją rzekę". Pierwszy raz w tym roku. Pstrągi można łowić już od 1 stycznia. Ja jednak w styczniu nie łowię.
Czekam do lutego, są wtedy bardziej agresywne.
Po dotarciu nad rzeczkę, widzę że woda jest wysoka ale na tyle,że da się łowić. To dobrze. Taki poziom wody sprawia,że łatwiej prowadzi się przynęty a i same ryby są aktywniejsze.
Po dokładnym obłowieniu kilku miejscówek, doszedłem do lasu. Tam w jednej z "bankówek", mam wreszcie upragnione branie. Pstrąg około 45 cm. Pięknie młynkował i walczył. Ładny, wypasiony lorbasek z wielkimi, rubinowymi kropami:) Piękny po prostu.
Szkoda, że nie było kogoś kto by mógł nagrywać cały hol. Fajna akcja była.
Rybę po wyjęciu od razu uśmiercam (jeśli zamierzamy ją zabrać, lepiej skrócić jej męki) Po łowieniu małe ognisko i pieczenie ryby na ruszcie z gałęzi. To był piękny dzień. Do tego pełen wrażeń. Już planuję kolejną wyprawę pod koniec lutego, tym razem na 2-3 dni.
Powstał też mały filmik;)


Zdybi