Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

wtorek, 3 kwietnia 2012

Warsztaty Zimowego Przetrwania 2012

Na początku marca 2012 roku odbyły się w Beskidzie Żywieckim koło Zwardonia Warsztaty Zimowego Przetrwania. Firmowane były przez Stowarzyszenie Polska Szkoła Surwiwalu. W warsztatach miało wziąć udział 4 organizatorów, którzy mieli przydzielone określone zadania. Kierownikiem całego zamieszania był niejaki Staszek, piszący zresztą to sprawozdanie. Niestety z różnych przyczyn (dżuma, masaże erotyczne) w warsztatach wzięło udział tylko 2 organizatorów. W wyznaczonym czasie i miejscu, na starcie zjawiły się 2 osoby – Paweł z III PR i Staszek, którzy do późna wieczór zabawiali się w przerzucanie śniegu z jednego miejsca w drugie. Kiedy już im się to znudziło, postanowili wybudować sobie tipi, ogrzewane ogniskiem syberyjskim. I tu należą się duże słowa uznania leśniczemu Panu Andrzejowi, który polecił naciąć pilarzom odpowiedniego do naszych potrzeb drewna, prawdziwie od serca. W związku z tym nie musieliśmy oszczędzać na ogrzewaniu (temperatura w nocy spadała do -15 oC), a i rachunek jaki Pan leśniczy nam na końcu wystawił był wyrazem jego przychylności do naszego zimowego szkolenia.

Około północy dojechali na miejsce dwaj komandosi – Adam i Kuba, jeden z firmy, drugi z czasopisma „Komandos”. Ten drugi zasłynął z chodzenia po śniegu w klapkach, ponieważ jeden z jego palców u nogi chwilowo nie mieścił się w normalnych butach. Ale komandosi są twardzi i słowa dotrzymują, więc przyjechali. Dyskusje około-survivalowe toczyły się do 4 nad ranem. Wczesnym rankiem, zgodnie z zapowiedzią, zjawili się kolejni dwaj uczestnicy: Super Paweł z Supertechu i Piotr AP (ratownik medyczny) z Recona. Już w drodze na warsztaty postanowili przećwiczyć niektóre elementy sztuki survivalowej, jak chodzenie na azymut i skoki w dal po rzecznym lodzie z rzutem plecakiem przez głowę.

Po zasłużonym śniadaniu wszyscy uczestnicy warsztatów kontynuowali zabawę z przerzucaniem śniegu. Kiedy udało się odsłonić spod grubej warstwy zbitego śniegu około 25 m2 gruntu, postanowiono powiększyć tipi do docelowych rozmiarów. Jednocześnie rozpoczęto budowę dwóch jednoosobowych apartamentów, jednego z klimatyzacją typu „usypywane igloo”, drugiego z ogrzewaniem podłogowym, czyli szałas norka z Dakotą Fire Hole. Przy „usypywanym igloo” postanowiono sobie ułatwić zadanie zasypując śniegiem różne fanty (worki napompowane powietrzem i z liśćmi). Bodowa szałasu rozpoczęła się od wykopania w gruncie Dakoty i jej uruchomienia. Po nagromadzeniu odpowiedniej ilości żaru, otwór zasypano popiołem i darnią. I tu nastąpiła pewne nieporozumienie. Super Paweł zamawiał szałas tylko z ogrzewaniem. Jednakże pomysłodawca tego apartamentu w osobie piszącego tą relację, przez przypadek postanowił podnieść standard owego lokum, fundując jej mieszkańcowi przez pierwsze dwie godziny saunę z lodu zawartego w darni pokrywającej Dakotę. Ku rozczarowaniu architekta, Paweł nie skorzystał z tego udogodnienia, twierdząc, że jego najnowsza, testowana kurtka takie rzeczy ma już w standardzie.

I tu należy wspomnieć, że ów szałas był budowany w technologii, polegającej na wykorzystaniu najnowocześniejszych osiągnięć budownictwa prymitywnego. Na szkielet zrobiony z naturalnie sezonowanych patyków narzucono kosmiczną folię NRC, następnie położoną warstwę gałęzi świerkowych z regla dolnego, na to warstwę izolacyjną z uschniętych liści klonu kanadyjskiego (prawie 2000 cui) i na koniec ponownie położono gałązki świerka, tym razem z regla górnego (duża odporność na surowe warunki klimatu, porównywalna z odpornością świerka syberyjskiego). Podłogę szałasu wyłożono chrustem i gałęziami świerka, tym razem ponownie dolnoreglowego.

Jeżeli natomiast chodzi o „usypywane igloo” to po wyciągnięciu fantów i powiększeniu przestrzeni bytowania okazało się, że budowla osiągnęła wytrzymałość lekkiego bunkra. Skakanie z przyświstem i przytupem po jej dachu, nie robiło na niej żadnego wrażenia. Podłoga igloo, podobnie jak szałasu, została wyścielona gałązkami świerka. Pomimo, że od czasu postawienia igloo minął prawie miesiąc, budowla nadal stoi, wciąż zapewniając ten sam komfort i stałą temperaturę. Dzięki Marku za informację.

Wieczorem Andrzej, drugi organizator warsztatów, w jednej osobie ratownik medyczny z Bydgoskiego Centrum Ratownictwa i Outdooru oraz żeglarz, zrobił wykład na temat hipotermii i odwodnienia się. Wszystkim do gustu przypadł szczególnie ten drugi temat, zwłaszcza, że Andrzej jako pomoc naukową przywiózł parę litrów wyciągu z mniszka lekarskiego, aby każdy osobiście mógł zbadać zawartość „cukru w cukrze”. Następnego dnia Darek z Projektu Bushcraft, serwował wszystkim orzeźwiający czosnek niedźwiedzi, a kierownik zamieszania każdego częstował orzeszkami buczyny, którymi dziki doprowadzają się do syndromu dnia poprzedniego.

Każdej nocy w tipi prowadzone były doświadczenia nad progowym stężeniem dymu, po przekroczeniu którego pada wszystko co lata i bzyka. Niestety, z braku moskitów postanowiono wyznaczyć wartość progową dla ludzi. Wartość tą udało się osiągnąć w momencie, kiedy Kuba w poszukiwaniu tlenu wyciął nożem dziurę w ściance tipi. Jacek, drugi uczestnik warsztatów z Projektu Bushcraft, postanowił wyłączyć się z tego eksperymentu i zakopał się w śniegu, cały czas badając za pomocą swoich elektronicznych zabawek jego parametry izolacyjne.

Kolejnego dnia postanowiliśmy przećwiczyć wzywanie pomocy i gotowanie wody za pomocą „świecy skandynawskiej”. Wodę udał się zagotować, ale z pomocą nikt nam nie przyszedł. Za to my musieliśmy wyciągać ze śniegu samochód pewnej wesołej rodzinki. Gotowanie wody kontynuowaliśmy, ale już inną metodą. W tym celu nawrzucaliśmy do ogniska kamieni, czekając aż zmienią swoją barwę z szarej na jaskrawo czerwoną. Kiedy osiągnęły już oczekiwany kolor, wrzuciliśmy je do foliowego worka z wodą, którego dno wcześniej wyłożyliśmy małymi gałązkami świerkowymi. Po krótkiej chwili herbatka świerkowa, aromatyzowana plastikiem, była gotowa. Niektórym nawet smakowała.

W trakcie szkolenia zaplanowaną wizytę złożył nam Pan Kajetan z firmy „Rakiety.pl”. Zaprezentował kilka wspaniałych modeli rakiet śnieżnych, szczegółowo omawiając ich wady i zalety. Każdy z uczestników mógł na miejscu wypróbować poszczególne egzemplarze, tego jeszcze wciąż nie docenianego w naszym kraju sprzętu. A zapewne warto. Bardzo dziękujemy firmie „Rakiety.pl” za doskonałą prezentację i możliwość przetestowania rakiet.

Doceniając możliwości poruszania się za pomocą rakiet, zarówno w świeżym jak i przepadającym śniegu, w programie warsztatów nie zabrakło również punktu dotyczącego szybkiego konstruowania prymitywnych rakiet z gałęzi drzew iglastych. Nam do tego celu posłużyły gałęzie świerka. Efekty widoczne są na zdjęciach. Oprócz rakiet, prezentowany był również sprzęt skiturowy. Tutaj wiedzą i możliwościami z pełnym uznaniem popisywał się Adam.

Na koniec wypada powiedzieć chyba o najważniejszej rzeczy, a mianowicie metodach rozpalania ognia, zarówno tych prymitywnych jak i współczesnych. W użyciu były noże i krzesiwa kowalskie oraz za sprawą Pawła, prawie wszystkie dostępne w Polsce modele krzesiw syntetycznych. Niektóre z nich, niczym czarodziejskie różdżki, po odpowiednim dotknięciu same rozpalały ogień. Po krzesiwach przyszedł czas na inne metody rozpalania ognia. Metodą szybką i nie wymagającą prawie żadnego wysiłku jest rozpalanie ognia za pomocą promieni słonecznych, przy wykorzystaniu lup od busol i kart survivalowych oraz śmieci, w postaci aluminiowych puszek po napojach. Można to robić również przy użyciu butelek PET wypełnionych wodą. Osobom pragnącym się rozgrzać, jeszcze przed rozpaleniem ognia, polecana jest prezentowana na warsztatach metoda łuku ogniowego. W użyciu były też bardziej nowoczesne metody rozpalania ognia z wykorzystaniem zawartości dobrej apteczki samochodowej i płynów samochodowych, jak również popularnych baterii paluszków.

W celu poznania prawdziwej wartości merytorycznej warsztatów odsyłam do poważniejszych relacji innych uczestników warsztatów.

Wszystkim Uczestnikom warsztatów bardzo serdecznie dziękuję za udział i wszelki wkład wniesiony w to szkolenie.

Szanownym Czytelnikom przypominam, że wszelkie tego typu poczynania należy uzgadniać z gospodarzami terenu.

Staszek


Neotipi, czyli połączenie tipi z kurną chatą - patent Staszka (fot. P. Drozd).


Rozpalamy nodię w tipi (fot. P. Drozd).


W tipi rano (fot. J. Straszak).


Jacek się zakopuje (fot. P. Drozd).


Rozpalamy Dakotę (fot. P. Drozd).


W szałasie norce (fot. P. Supernat).


Przed igloo (fot. P. Supernat).


W igloo (fot. P. Supernat)..


Rakieta śnieżna (fot. P. Drozd).


W rakietach śnieżnych (fot. D. Hajduk).


Rozpalamy ogień za pomocą noża, krzemienia i błyskoporka (fot. D. Hajduk).


... za pomocą promieni słonecznych i lupy w busoli (fot. J. Straszak)


... a tutaj za pomocą puszki po piwie (fot. P. Supernat)


Efekt tego rozpalenia (fot. P. Supernat).



A to ogień otrzymany z łuku ogniowego (fot. P. Supernat).


Gotujemy wodę na świecy skandynawskiej (fot. P. Supernat).


... a tym razem rozżarzonymi kamieniami w worku foliowym (fot. P. Supernat).

http://supertac.pl/warsztaty-zimowego-survivalu/

http://goldenline.pl/forum/2833530/relacja-z-warsztatow-zimowego-przetrwania-spss/

http://reconnet.pl/viewtopic.php?t=4051&start=0&sid=83ac196f791dc0e5dc599b8bcc6a564b/

Brak komentarzy: