Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

poniedziałek, 23 lipca 2012

Coś o preparowaniu hubiaka pospolitego

Lubię czytać książki opisujące historie ucieczek z obozów hitlerowskich i sowieckich, życie codzienne partyzantów w czasie drugiej wojny światowej, dzienniki z dawnych podróży, itp. Są one kopalnią wiedzy o sposobach radzenia sobie w ekstremalnych warunkach. Opisują stare prymitywne metody, jakie stosowała dawniej ludność, która często w warunkach niedostatku i częściowej izolacji, musiała sobie radzić z problemami dnia codziennego. To była wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie. To byli mistrzowie przetrwania. Dzisiaj wiedza ta w dużej mierze zanikła. Dobrze radzimy sobie w naszym skomputeryzowanym świecie, ale coraz bardziej oddalamy się od natury, która z każdym dniem staje się nam bardziej obca. A szkoda, bo natura tak wiele nam daje, ale my już nie umiemy z tego korzystać.

W filmie „Niepokonani” jest scena, w której więźniowie zakopują w śniegu ubranie tak, aby ponad śnieg wystawał tylko koniuszek odzieży. Po pewnym czasie wszy zaczęły gromadzić się na tym wystającym skrawku ubrania i jeden z więźniów strzepnął je ręką. Pierwszy raz z opisem tej metody spotkałem się czytając książkę o partyzantach z Polesia. Partyzanci zakopywali zawszone ubranie w ziemi, i podobnie jak w filmie, na powierzchni zostawiali tylko niewielką część garderoby. Po pewnym czasie dokuczliwe robactwo zbierało się na wystającym kawałku ubrania i trzeba było tylko przyłożyć zapaloną zapałkę aby je uśmiercić.

W książce „Długi marsz”, na podstawie której nakręcono wspomniany powyżej film, są zamieszczone informacje, że więźniowie zbierali całymi płatami nadrzewne grzyby i następnie je gotowali. Po wysuszeniu używali ich jako hubki do krzesiwa kowalskiego. Krzesiwa były robione najczęściej z gwoździ. W kolejnej książce „Tak daleko jak nogi poniosą”, opisującej ucieczkę niemieckiego jeńca wojennego z gułagu, do rozniecania ognia używano krzesiwa i specjalnego knota. Podejrzewam, że technika ta została wymuszona brakiem drzew, a tym samym i hub, na obszarze w jakim był ulokowany gułag.

Na survivalowych forach trwała swego czasu dyskusja, podczas której snuto domysły odnośnie celu, dla którego gotowano huby. Błyskoporek podkorowy, który rośnie głównie na brzozach, bez żadnego preparowania bardzo dobrze zapala się od iskry z krzesiwa kowalskiego. Wystarczy tylko aby był suchy. Więc nie ma potrzeby gotowania go. Pozostawało więc pytanie, czy na pewno gotowano błyskoporka?

W wielu regionach Europy i Azji, jako hubki do krzesiwa, używano hubiaka pospolitego, który dużo trudniej zapala się od krzesiwa niż błyskoporek, ale jest bardzo pospolitym grzybem i łatwo go znaleźć. Z tego powodu hubiak wzbogacany był różnymi roztworami, na przykład saletrą. Dzięki temu szybko łapał iskrę od krzesiwa. Jednakże jeńcy w gułagach raczej nie dysponowali saletrą. W jakim więc celu gotowali huby?

Wielu survivalowców (na przykład Dąb, Zdybi, Wilson) moczyło hubiaka w łatwo dostępnych w naturze roztworach popiołu, a nawet i moczu. Jednakże te eksperymenty nie przynosiły większego efektu z wyjątkiem eksperymentu Dęba, któremu po 14 dniach moczenia udało się uzyskać dobre łapanie iskry przez hubiaka. Ja również postanowiłem poeksperymentować i przez kilka godzin moczyłem w wodzie z domieszką popiołu z drzew liściastych hubiaka oraz bawełnę. Po wysuszeniu okazało się, że kąpiel poprawiła zdolności wymienionych materiałów do łapania iskry, ale niestety, podobnie jak u wspomnianych Kolegów, nie był to zadawalający efekt. Hubiak nadal zbyt trudno zapalał się od krzesiwa kowalskiego.

Przełomowa okazała się rozmowa z Hakasem. Babcia Hakasa swoją młodość spędziła w syberyjskiej tajdze, wśród swoich współplemieńców Hakasów. A ponieważ edukacją Babci zajmował się nie byle kto, tylko jedna z najważniejszych osób w tym plemieniu, więc Babcia posiadła olbrzymią wiedzę, którą po przeprowadzeniu się do Polski przekazywała swojemu wnukowi Olkowi. Hakas wspominał jak Babcia wykrawała z hubiaka pospolitego plastry wełenki i następnie gotowała je w wodzie, z dużą ilością popiołu z drzew liściastych (głównie brzozy). Do wody wrzucała również różne rośliny, na przykład topinambur. Po wygotowaniu rozbijała te plastry na większe i następnie suszyła.

Postanowiłem szybko przeprowadzić z tego zakresu eksperyment. Nie miałem akurat pod ręką popiołu z brzozy, ale miałem popiół z jabłoni, więc postanowiłem go użyć. Z góry założyłem, że nie będę dodawał żadnych słoneczników, ani też żadnych roślin strączkowych. Ponieważ na takie coś można sobie pozwolić w bushcrafcie, ale nie w survivalu, gdzie liczy się prostota i szybkość działania. Kiedy „zupka” zaczęła się gotować, dodałem kilka plastrów hubiaka, kawałek twardej części błyskoporka i niewielki zwitek bawełnianego bandaża. Po odpowiednio długim gotowaniu i zgęstnieniu się „zupki”, zacząłem suszyć wspomniane materiały. Na drugi dzień postanowiłem sprawdzić efekty gotowania. Otrzepałem z popiołu plastry hubiaka, zmechaciłem nożem ich obrzeża, przyłożyłem do ostrej krawędzi krzemienia i zacząłem uderzać krzesiwem kowalskim. Po kilku uderzeniach na zmechaconej krawędzi hubiaka pojawiła się maleńka czarna kropka, która zaczęła się rozrastać i pojawił się dym. Pomyślałem, że to może przypadek. Odciąłem żarzący się kawałek i spróbowałem powtórnie. I znowu po kilku uderzeniach hubiak zaczął się żarzyć. Postanowiłem wypróbować inne plastry. Efekt był podobny. Spreparowany hubiak zapalał się po kilku, lub kilkunastu uderzeniach krzesiwem w krzemień. Był to wynik gorszy od błyskoporka, ale zupełnie wystarczający, aby tak spreparowanego hubiaka używać jako hubki do krzesiwa kowalskiego lub noża.

Z powyższego eksperymentu wynika, że więźniowie gułagów najprawdopodobniej gotowali w wodzie z dodatkiem popiołu z brzozy hubiaka pospolitego, w celu poprawienia jego zdolności do zapalania się.

Niestety, gotowanie twardej części błyskoporka nie poprawiło jego zdolności do łapania iskry w porównaniu z jego miękką częścią. W przypadku bawełny nastąpiła poprawa w łapaniu iskry i żarzeniu się, ale od krzesiwa syntetycznego. Natomiast w przypadku użycia krzesiwa kowalskiego, wciąż pozostawała niepalna. Przy okazji potrenowałem zwęglanie bawełny bez użycia metalowej puszki.

Ów eksperyment dowiódł, że w przypadku sytuacji awaryjnej, po pierwszym czasochłonnym rozpaleniu ognia za pomocą łuku ogniowego (na skutek braku w okolicy błyskoporka podkorowego), można bez uciekania się do beztlenowego zwęglania bawełny lub innej odpowiedniej materii organicznej, łatwo spreparować powszechnie występującego hubiaka, gotując go chociażby w naczyniu z kory, które wiele lat temu wymyśliłem. Ale to już inna bajka. W ten sposób otrzymujemy hubkę, którą bardzo szybko i bez większego wysiłku możemy rozpalić ogień, pomagając sobie nożem i kawałkiem odpowiedniej skały.

Bardzo dziękuję Hakasowi za podzielenie się informacjami na temat sposobu w jaki jego Babcia preparowała hubiaka. Dzięki Olku !

Z błękitnym niebem
Staszek

Przypominam, że błyskoporek podkorowy (włóknouszek ukośny) jest w naszym kraju pod częściową ochroną!


Błyskoporek podkorowy i hubiak pospolity.

Krzesiwa od Małego Jastrzębia. Po lewej replika krzesiwa Sybiraków.


13 komentarzy:

Anonimowy pisze...

napisałeś "Przy okazji potrenowałem zwęglanie bawełny bez użycia metalowej puszki."

Mógłbyś opisać ten sposób. Dzięki i pozdrawiam.

soohy pisze...

Pozostawało więc pytanie, czy na pewno gotowano błyskoporka? - nie powinno być tutaj 'hubiaka'?
Co do wpisu wszystko jest prawdą, nie uważasz jednak że popiół z lipy jest lepszy niż brzozy?

Anonimowy pisze...

Soohy, prawdopodobnie popiół z lipy będzie lepszy, ale Hakasi używali brzozy, bo mieli jej pod dostatkiem. Oprócz tego używali tez innych roślin o których wspominam. A i w naszym kraju łatwiej znaleźć brzozę niż lipę (to tak patrząc pod kątem survivalowym a nie bushcraftowym).

Wpisałem błyskoporka, ponieważ najpierw doszliśmy do wniosku, że to musiał być błyskoporek. Tylko w głowę zachodziliśmy po jakie licho oni go gotowali.

Staszek

Anonimowy pisze...

Tak, bawełnę można zwęglić bez używania metalowej puszki, może nie tak dobrze, ale można.

Ale o tym napiszę jak jeszcze trochę poeksperymentuję z różnymi metodami.

Najbliższy post będzie najprawdopodobniej dotyczył kaganka z huby, bo już przeprowadziłem testy i mam fotki. Tylko nie mam czasu na napisanie tekstu.

Pozdrawiam
Staszek

Dąb pisze...

hej mi sie udalo z moczeniem tylko trwa to znacznie dluzej niz gotowanie m zajzyj do moich starych wpisow na bloga
Pozdrawiam Dab

Anonimowy pisze...

Dzięki Marcinie za korektę. Już dopisałem odpowiednie zdanie.

pozdrawiam Cię
Staszek

soohy pisze...

Również zwęglałem bawełnę bez używania puszki, po prostu kładłem kawałki bawełny na żarze, gdy były całe czarne i się tliły wyciągałem patyczkiem z żaru i przygaszałem butem aby odciąć dostęp powietrza - gotowe. Czasami może się zdarzyć, że z kawałka 3cm uzyskamy 2cm bo 1cm się spali. Jeśli autor ma lepszy pomysł to czekam na wpis.

Staszek pisze...

Oczywiście ze ma, tylko czasu ma mało żeby opisać to z odpowiednią dokumentacją fotograficzną. :-)

Więc o cierpliwość proszę. :-)

Staszek

Rafał Łoziński pisze...

Z zupełnie innej beczki.Czy ktoś z was miał do czynienia z książkami dotyczącymi Otzi'ego? http://www.iceman.it/en/oetzi-books-films

Rafał Łoziński pisze...

http://www.iceman.it/en/oetzi-books-films . Czy ktoś z Was miał do czynienia z literaturą o Otzim?

Staszek pisze...

Miło Rafale, że pojawiłeś się. :-) Widzę tylko, że nie masz cierpliwości do wpisywania w okienko tych beznadziejnych haseł, a ja nie każdy dzień zaglądam na bloga, więc z opóźnieniem publikuje twoje komentarze.

Ja osobiście oprócz ogólnych wiadomości na portalach nie czytałem nic więcej o człowieku z lodowca. Hakas kiedyś coś wspominał o jakiś pracach z archeologii, więc pisz do niego.

Pozdrawiam

Staszek

Anonimowy pisze...

błyskoporek to nie ro samo co zywica swierku sosny ?

Anonimowy pisze...

Błyskoporek to grzyb nadrzewny.

Staszek