Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

poniedziałek, 9 lipca 2012

O wyższości łuku ogniowego nad świdrem ręcznym

Rozpalanie ognia za pomocą świdra ręcznego jest jedną z najbardziej prymitywnych technik rozpalania ognia i jednocześnie jedną z najprostszych, ale niestety nie najłatwiejszą. O tym, że świder ogniowy nie zawsze sprawdza się w naszej strefie klimatycznej pisał Ray Mears. W podobnym tonie wypowiadał się między innymi Zdybi (Łukasz Zdyb) i Dąb (Marcin Jędrczak). Ja od początku mojej przygody z survivalem kładłem nacisk na metodę łuku ogniowego, jako najłatwiejszą do opanowania i najpewniejszą, i tego też uczę kursantów. Natomiast świder ręczny i pług ogniowy zawsze traktowałem jako ciekawostki, chociaż tej ostatniej z wymienionych metod poświęciłem dużo czasu.

W ostatnią niedzielę, korzystając z wolnej chwili, poszedłem do pobliskiego lasu aby uzupełnić materiały do moich pomocy naukowych. :-) Poprzedniego dnia była burza i popołudniu intensywnie padało. Deszcz padał również w nocy. Jednakże dzień wstał upalny i czuć było dużą wilgotność powietrza. Zanosiło się na kolejna burzę. Szybko zebrałem potrzebne mi materiały. Idąc brzegiem lasu zobaczyłem 2,5 m wysokości uschniętą sosnę, która była już mocno przechylona i jej korzenie wystawały z ziemi. Odciąłem około metrowej długości kawałek pnia i przyglądnąłem się jej wnętrzu. Drzewo musiało uschnąć przynajmniej z 3 lata temu. Moim zdaniem był to odpowiedni materiał na metodę świdra ręcznego. Po przyjściu do domu z cieńszej części odciąłem około 0,5 m na świder, natomiast z szerszej zrobiłem podkładkę. Od razu na końcu świdra przywiązałem kawałek sznurka i porobiłem pętle na obie dłonie, ponieważ uznałem, że tradycyjnie z tego materiału i w tych warunkach, nie uda mi się uzyskać żaru. Mimo, że dzięki sznurkowi mogłem uzyskać większy nacisk i nie tracić czasu na przekładanie dłoni do góry, jak to bywa w tradycyjnym kręceniu, to nie udało mi się uzyskać większego dymu. Z góry założyłem, że nie będę posiłkował się piaskiem, sypiąc go do otworu. Świder w najlepsze ślizgał się w podkładce, a moje dłonie od wewnątrz zaczynały w paru miejscach robić się niebezpiecznie czerwone.

Postanowiłem zmienić metodę. Odwiązałem sznurek, końcówkę świdra zaostrzyłem, przyniosłem docisk i łuk, zacząłem kręcić. I tu doszedłem do ciekawego odkrycia. Mianowicie bardzo fajnie wierci się długim świdrem, ponieważ lewą dłoń trzymającą docisk zastabilizowałem nie o nogę, ale o klatkę piersiową, dzięki czemu mogłem naprzeć tułowiem na świder, zwiększając tym samym siłę docisku. Niestety, do tego potrzebny jest idealnie prosty świder. Mój niestety był trochę wypaczony i raz po raz wyskakiwał z docisku lub podkładki. Przeciąłem więc świder na dwie części i używając jednej z nich, zacząłem wiercić. Po pewnym czasie pojawił się dym. Powierciłem jeszcze przez chwilę i odłożyłem świder. Z drzewnego pyłu przez chwilę szedł dym, ale niestety zanikł. Odczekałem kilka minut i ponownie zacząłem wiercić. Dym był gęstszy niż poprzednio, wierciłem też troszkę dłużej. Ale niestety i tym razem nie udało się uzyskać żaru. Z następnym kręceniem poczekałem trochę dłużej. Otwór był już na tyle głęboki, że materiału wystarczyć mogło jeszcze tylko na jedno wiercenie. Do kolejnych prób trzeba byłoby wiercić już w innym miejscu podkładki. Ponieważ sosna cechuje się miękkim drewnem, więc świder w miejscu w którym opasywała go linka, pocieniał i powodował ślizganie się linki. Zastanawiałem się chwilę nad użyciem żywicy do posmarowanie świdra, ale postanowiłem tylko zwiększyć naciąg łuku. Zacząłem kręcić, dym pojawił się bardzo szybko, ale kręciłem nadal. Po odłożeniu świdra dym wciąż unosił się i nie zamierzał zniknąć. Pomachałem dłonią nad dosyć już dużą (z trzech wierceń) kupką pyłu drzewnego, aby wymusić ruch powietrza. Po chwili pojawił się żar. Kawałkiem patyka podsunąłem pył z brzegów kupki bliżej środka. Dzięki dużej ilości pyłu drzewnego uzyskałem sporo żaru. Na tym zakończyłem doświadczenie.

Przeprowadzony eksperyment potwierdza większą niezawodność łuku ogniowego nad świdrem ręcznym. Dla znawców tego tematu, to nie nowina, a tylko kolejny dowód. Faktem jest, że świder ręczny wymaga tylko dwóch elementów: podkładki i świdra. Natomiast w metodzie łuku ogniowego potrzebny jest jeszcze docisk z twardego drewna i łuk. Żeby wykonać łuk potrzebna jest cięciwa. Zrobienie jej z materiałów naturalnych (łyko, włókna pokrzywy, o rzemieniu nie wspomnę :-)) wymaga trochę czasu i umiejętności. Ale trudno dzisiaj wyobrazić sobie turystę, żołnierza, czy też myśliwego bez żadnego sznurka. Wystarczą chociażby sznurówki, czy też któryś ze ściągaczy od kurtki. Natomiast świder ręczny w przeciwieństwie do łuku ogniowego, potrzebuje bardziej wyselekcjonowanego materiału pod względem gatunku i suchości drewna.

Staszek

4 komentarze:

Stasio pisze...

Bardzo ciekawy artykuł. Szkoda, że bez zdjęć, ale daje dużo do myślenia.

Anonimowy pisze...

Dzięki Stasio!
No niestety, z reguły eksperymentuję sam i nie zawsze mam możliwość wykonania zdjęć. Ale łuk ogniowy i świder ręczny są tak powszechnie znanymi metodami, że każdy survivalowiec wie jak one wyglądają. :-)

Staszek

Rafał Łoziński pisze...

https://picasaweb.google.com/113887916413561596261/WielkaFatraDedosovaDolinaNGaderskymPotokiem45062011#5617056668507226274

https://picasaweb.google.com/113887916413561596261/WielkaFatraDedosovaDolinaNGaderskymPotokiem45062011#5617068367930602642

https://picasaweb.google.com/113887916413561596261/WielkaFatraDedosovaDolinaNGaderskymPotokiem45062011#5617068850955474114

Rafał Łoziński pisze...

http://www.tactical.pl/forum/index.php/topic,59954.msg276136.html#msg276136 - dyskusja ręczny świder vs. łuk ogniowy.