Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

piątek, 7 grudnia 2012

Obalanie mitów

W większości dotychczas wydanych w Polsce poradników do survivalu można spotkać te same błędy, świadczące o tym, że autor danego podręcznika pisał go głównie na podstawie literatury, a nie własnych doświadczeń. Niestety, te błędy są wielokrotne powielane w internecie na różnych forach dyskusyjnych, blogach, itp., głównie za sprawą wirtualnych survivalowców. W survivalu, podobnie jak w bushcrafcie tak już jest, że wszystko, oczywiście w miarę możliwości, należy przetestować samemu. Dzięki temu zdobywa się doświadczenie i wypracowuje własne techniki.

Pamiętam moje początki w rozpalaniu ognia łukiem. Zgodnie z radami zawartymi w pewnym szacownym podręczniku świder wykonałem z twardego drewna, natomiast podkładkę z miękkiego. Nie powiem, że całkowicie zmarnowałem czas na te próby, bo wypracowywałem sobie technikę i po części kondycję, ale efekty mało mnie zadawalały. Dopiero wykonanie świdra i podkładki z tego samego drewna dały pożądany efekt.

W dużym stopniu mitem jest też informacja, że igłę przed zrobieniem z niej prowizorycznego kompasu, należy namagnesować pocierając ją w jednym kierunku o ubranie, najlepiej z jedwabiu. Więc pocierałem wszystkie igły o różne materiały i robiłem z nich prowizoryczne kompasy. Baaa …, nawet pisałem o tym w internecie. Ale mimo, że pocierałem je zawsze w tym samym kierunku, igły ustawiały się w stronę północy raz uchem, a raz zaostrzonym końcem. Nie dawało mi to spokoju, więc zacząłem wertować stare podręczniki jeszcze z czasów technikum mechanicznego. Wówczas dowiedziałem się, że niektóre rodzaje obróbki stali mogą powodować jej namagnesowanie.

Postanowiłem wówczas kupić kilka opakowań igieł od różnych producentów i przetestować je pod kątem fabrycznego namagnesowania. Łącznie uzbierało się około 100 igieł dużych i małych. Każdą igłę wbijałem w mały kawałek liścia lub patyczka i delikatnie kładłem do plastikowej miski z wodą. Następnie czekałem aż igła przestanie się obracać. Przyjętą pozycję zaznaczałem obok miski za pomocą patyczków. Następnie zmieniałem kierunek ustawienie igły i ponownie czekałem jaką ostatecznie zajmie pozycję. Jeżeli igła przynajmniej trzy razy z rzędu zajęła w krótkim czasie taką samą pozycję, uznawałem ją za dobrze namagnesowaną fabrycznie. Na około 100 przebadanych igieł, mniej więcej 80% procent wykazywało się dobrym namagnesowaniem. Około 20% było na tyle słabo namagnesowane, że potrzebowały dużo czasu na zajęcie właściwej pozycji, lub też zajmowały różne pozycje. Im igła była większa, tym szybciej ustawiała się we właściwej pozycji. Igły, nawet z tego samego opakowania, różnie ustawiały się w kierunku północy, jedne uchem, inne zaostrzonym końcem. W tym względzie trudno o jakąś regułę. Drewienko, czy też kawałek liścia, trawy, nie może być zbyt duży, aby nie stawiały zbyt dużego oporu przy obracaniu się wraz z igłą.

Z powyższego doświadczenia wynika, że mając w survivalowej puszce przybornik z igłami, jest mało prawdopodobne, że żadna z nich nie będzie dostatecznie dobrze namagnesowana fabrycznie, aby ustawić się na linii NS. Igły które nie są namagnesowane, można oczywiście namagnesować na kilka sposobów. Zamiast igieł można użyć również innych stalowych drobiazgów, które zamiast umieszczać w wodzie można powiesić na bardzo cienkiej nitce. Ale o tym innym razem. :-)

Staszek


Na poniższych fotkach zrobionych przez Darka Hajduka, w czasie szkolenia przeze mnie prowadzonego, widoczne są dwa prowizoryczne kompasy.





4 komentarze:

Anonimowy pisze...

a) ciekawe czy pocierając można przemagnesować tak by działały odpowiednio. np. ustawialy sie uchem kiedy wcześniej tego nie robily,

b) lepiej jest kupic po prostu kompas za 8zł ;)
Ale zawsze mnie zastanawiało czy trzymanie komapsu razem z bateriami powoduje uszkodzenie kompasu?

c) mysle, ze Cie zainteresuje.
http://www.dirttimeforum.com/index.php?topic=2022.0
ech, zeby ktos u nas wycinał takie bajery z blachy.


8h

Anonimowy pisze...

Ad.a. Chyba nie. Piszę chyba ponieważ nie jestem fizykiem i nie chce się definitywnie wypowiadać o czymś na czym się dobrze nie znam.

Ad.b. Niestety istota survivalu jest inna.
O przechowywaniu i noszeniu kompasu zapisano już wiele stron internetowych. Twoje pytanie jest mało precyzyjne. Chodzi Ci o noszenie, czy też przechowywanie?

Ad. c. Dzięki za link.

Staszek

Anonimowy pisze...

Kiedyś za małolata dziadek pokazał mi jak "eskimosi" robią kompas. Wziął igłę i nasmarował tłuszczem (czasem wystarczy potrzeć o włosy albo kark)i położył w misce z wodą. Igła pływała (napięcie powierzchniowe) i ustawiła się zgodnie z kierunkiem N/S.

Anonimowy pisze...

Zgadza się, można tak zrobić. Krisek potarł kiedyś tak igłę o swój naturalny heliograf (czyt. łysinę). :-)

Staszek