Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.com

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Obalanie mitów (cz. III)

Jak już pisałem wcześniej, w wielu podręcznikach do survivalu jest sporo błędów i niedomówień. W przytłaczającej większości nie są to podręczniki pisane przez Polaków, ponieważ pod tym względem nasza rodzima literatura jest uboga. Dlatego w tym odcinku zajmę się obalaniem mitów w polskim survivalu, ale nie tym opisanym w podręcznikach, tylko prezentowanym podczas szkoleń. Kiedy buszuję po necie w poszukiwaniu informacji o tym, co dzieje się w polskim survivalu, szukam relacji ze spotkań i szkoleń survivalowych. Oczywiście, pomijam te zamieszczone przez firmy eventowe organizujące spotkania integracyjne pod hasłem survival, tylko szukam relacji z poważnych szkoleń. Czytając teksty, oglądając fotki, czy też filmy z takich szkoleń, a czasami osobiście rozmawiając z osobami biorącymi w nich udział, nie da się nie zauważyć, że oprócz błędów podręcznikowych widocznych jest wiele innych błędów, wynikających z braku wiedzy teoretycznej i praktycznej u osób prowadzących szkolenia. I nie piszę w tym momencie o jakiejś początkującej grupie fanów survivalu, tylko o osobach pracujących lub wywodzących się z instytucji o charakterze obronnym i często szkolących dla tych instytucji. Jak napisałem wyżej tych błędów jest wiele. Poniżej przytoczę kilka, które najbardziej rzuciły mi się w oczy.

Destylarka słoneczna

Na takim obszarze jak Europa Środkowa jest raczej rzadko wykorzystywana ze względu na łatwość pozyskania i uzdatnienia wody innymi metodami. W obszarach półsuchych o dużym usłonecznieniu może być metodą wspomagającą pozyskiwanie wody. Niestety, metoda ta jest czasochłonna i mało wydajna. Mimo swojej czasochłonności jest najlepszą prymitywną metodą pozyskiwania wody pitnej ze zbiorników zanieczyszczonych chemicznie. Może posłużyć również do odsalania wody morskiej. Destylarka wykorzystuje energię słoneczną (głównie promieniowanie bezpośrednie). W wyniku dużej prężności pary wodnej pod folią oraz różnicy temperatury pod i nad folią, dochodzi do przekroczenia temperatury punktu rosy i skraplania się pary wodnej na wewnętrznej stronie folii. Zasada prosta i znana. Jednakże kiedy widzi się na fotografiach ze szkoleń folię NRC przykrywającą dół destylarki, okazuję się, że nawet tak proste metody są dla niektórych szkolących niezrozumiałe.
Oczywiście, że folia NRC może być z powodzeniem wykorzystywana do pozyskiwania wody zawartej w powietrzu w tak zwanych „łapaczach rosy”, ale tę metodę wykorzystujemy w nocy i oparta jest na nieco innych zasadach.

Filtr wody - stojakowy

Filtr ten jest jednym z najgorszych prymitywnych filtrów służących do oczyszczania wody. Do jego budowy wykorzystuje się trzy żerdzie oraz trzy (najczęściej) lub cztery (rzadziej) chusty trójkątne, bandamy lub kawałki innego materiału przepuszczającego wodę. Na chustach umieszcza się odpowiednie materiały (piasek, węgiel drzewny, drobne kamyki, niektórzy umieszczają mech, trawę) których zadaniem jest zatrzymanie zanieczyszczeń. Filtr ten posiada wiele wad i jest znacznie gorszy niż filtry rurowe, sporządzone z foli (np. NRC), kawałka mapy ucieczkowej, prezerwatywy, czy też w ostateczności kory drzew lub dużych liści. Mimo, że budowa i zasada działania takiego filtra wydaje się prosta, niestety przy jego konstrukcji i użytkowaniu popełnianych jest wiele błędów. Do niezwykle kuriozalnych sytuacji należy widok filtra stojakowego z którego woda spływa do … ładnie przyciętej dużej butelki PET. To trochę tak, jak mieć super naostrzoną brzytwę i próbować ogolić się grzbietem jej klingi.

Budowa schronień

Oglądałem ostatnio film z poważnego szkolenia survivalowego prowadzonego w ciepłym półroczu, na którym widoczny był jednospadowy szałas pokryty cienką warstwą gałęzi z drzew iglastych. Osoba z tego szkolenia zapewniała, że taki szałas zabezpiecza przed deszczem. Fotki takich szałasów, które mają chronić przed deszczem, można zobaczyć także w relacjach z innych szkoleń.
Zbudowanie szałasu, który chroniłby przed średnio intensywnym, ale trwającym kilka godzin deszczem, jest dużo trudniejsze niż wybudowanie odpowiedniego schronienia zimą. Głównym zadaniem szałasu jednospadowego w zimie jest odbijanie ciepła z ogniska, osłona przed wiatrem i śniegiem. Z tego powodu dach takiego szałasu wystarczy pokryć tylko gałązkami drzew iglastych, padający śnieg dopełni reszty. Jeżeli natomiast chcemy zbudować szałas który nie przeciekałby podczas długo trwającego deszczu, wówczas gałęzie drzew iglastych są używane na warstwę, lub warstwy pomocnicze. Zbudowanie z gałęzi drzew iglastych szałasu w miarę odpornego na przeciekanie wymaga zgromadzenia bardzo dużej ilości małych i cienkich gałązek, co jest niestety bardzo czasochłonne. Lepiej sięgnąć po inne materiały.

Nawigacja (busola/kompas nie wszędzie musi działać)

Mimo wszędobylskiej nawigacji satelitarnej, umiejętność nawigowania za pomocą busoli i mapy jest takim samym kanonem jak znajomość tabliczki mnożenia. I na razie nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie miało być inaczej. Nawet najlepszy sprzęt nie będzie wiele wart, jeżeli osoba posługująca się nim nie będzie dysponowała odpowiednią wiedzą z zakresu jego obsługi. Tymczasem przysłowiowego „konia z rzędem” można dać temu szkolącemu, który uświadomi kursantów w jakich obszarach naszego globu będą, lub nie będą działać busole, którymi się posługują. Na razie kursanci działają głównie na północ od równika magnetycznego, więc problem prawie nie istnieje.
Z deklinacją magnetyczną jest trochę lepiej, ale natura lubi płatać psikusy (a tak właśnie ostatnio się dzieje) i lepiej być na bieżąco z jej kaprysami i nie wierzyć za bardzo mapom sprzed kilkunastu, czy też więcej lat. Wartość deklinacji magnetycznej (nie wspominam już o lokalnych anomaliach, które mogą być przeoczone) można łatwo wyznaczyć w terenie, posługując się busolą i nawet „bardzo” starą mapą. Ale trzeba wiedzieć jak się to robi.

To tyle, w jak zwykle telegraficznym skrócie, o części mitów podczas poważnych szkoleń.
Staszek

środa, 2 października 2013

SURVIVAL A BUSHCRAFT oraz ROZPALANIE OGNIA ZA POMOCĄ SŁOŃCA

Specjalnie dla portalu BOWHUNTING.PL napisałem artykuł wprowadzający "Survival a bushcraft".

http://bowhunting.pl/survival-a-bushcraft/b/33">


Drugi artykuł o rozpalaniu ognia za pomocą słońca napisałem parę lat temu, ale dopiero teraz został opublikowany, również na portalu Bowhunting.

http://bowhunting.pl/rozpalanie-ognia-za-pomoca-slonca/b/56">



Zapraszam do zapoznania się z nimi. :-)

Staszek

niedziela, 8 września 2013

PROŚBA O ZAGŁOSOWANIE NA RZEKĘ WIEPRZÓWKĘ



Najcenniejsze w naszym kraju obszary pod względem przyrodniczym (zarówno przyrody ożywionej jak i nieożywionej) są chronione przez parki narodowe i rezerwaty. Co roku odwiedza je kilkanaście milionów turystów. Wydawane jest mnóstwo map, przewodników, opracowań naukowych i popularnonaukowych. Biura turystyczne oferują różnego rodzaju formy poznania tych unikatowych obszarów. Środki masowego przekazu informują nas o ważniejszych wydarzeniach jakie mają miejsce na ich terenie lub są z nimi związane.

Ale oprócz rozreklamowanych parków narodowych, znanych chyba każdemu Polakowi, jest też w naszym kraju wiele bardzo cennych miejsc o których wiedzą tylko nieliczni. To często ta nieliczna grupa zapaleńców w ramach wolontariatu sprawuje prawdziwą pieczę nad tymi miejscami. To oni o nich piszą, reklamują je i dbają o właściwą ochronę. Chociaż to ostanie przychodzi coraz trudniej. Pogoń za pieniędzmi, urzędowa bezmyślność, zawiłość prawa w stosunku do tych obiektów, powoduje, że nie zawsze udaje się taki obiekt uchronić przed ludzką ingerencją, objawiającą się mniejszą lub większą dewastacją, czasami nieodwracalną.

Jednym z takich obiektów jest górny odcinek rzeki Wieprzówki, usytuowany w Beskidzie Małym, zwanym przez turystów Beskidem Pięknym. To właśnie w tym jeszcze nie zatrutym ściekami i mało przekształconym przez człowieka odcinku, schronienie znalazły cenne gatunki ryb, charakterystyczne dla górskich potoków. To tutaj oprócz pstrąga potokowego możemy spotkać głowacza pręgopłetwego i białopłetwego, śliza pospolitego, strzeble potokową. Na brzegach tego odcinka rzeki zadomowił się bóbr europejski. Na przybrzeżnych drzewach i krzakach swoje gniazda zakładają rzadkie gatunki ptaków. To tutaj możemy spotkać płazy takie jak: salamandre plamistą, traszkę górską, kumaka górskiego, ropuchę szarą, żabę trawną i wodną, Żyją tu również gady: jaszczurka zwinka i żyworodna, padalec, żmija zygzakowata, zaskroniec zwyczajny. To tutaj w dnie rzeki możemy podziwiać łupki wierzowskie powstałe około 130 mln lat temu oraz margle krzemionkowe z licznymi skamieniałościami.

W 2003 r. górny odcinek Wieprzówki z łupkami wierzowskimi otrzymał status stanowiska dokumentacyjnego. Odcinek ten jest również ważnym obiektem dydaktycznym, nie tylko dla uczniów z okolicznych szkól, ale również dla studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademii Górniczo-Hutniczej, Uniwersytetu Śląskiego, którzy odbywają tutaj zajęcia z geologii historycznej i dynamicznej.

To nie tylko od grupki fanów tej rzeki zależy, czy ten odcinek przetrwa w stanie nienaruszonym, czy też podzieli los innych rzek zamienionych bezmyślnie na betonowe koryta z bakteriami coli, jako głównymi mieszkańcami. To zależy również od Ciebie.

Oddaj proszę głos na Wieprzówkę, jako rzekę roku i pomóż zachować ten odcinek w niezmienionym stanie dla przyszłych pokoleń. Głosowanie trwa do 29 września 2013 r. Kliknij proszę na poniższy link.

http://rzekaroku.baobab.nazwa.pl/

Proszę również przekaż tę informację swoim Znajomym i zachęć ich do głosowania na Wieprzówkę.
Wszystkim którzy zagłosują na Wieprzówkę z góry bardzo serdecznie dziękuję.

Staszek

Poniżej zamieszczam tekst Jana Zielińskiego, współtwórcy ścieżki dydaktycznej "Dolina Wieprzówki".

"Do Przyjaciół!
Wszystkie rzeki są (albo były) piękne i każda inna! Ale my dzisiaj wybieramy tą, za którą zagłosuje najwięcej okolicznych mieszkańców i przyjaciół rzeki! To oni głosują. Ja proszę o głos na Wieprzówkę, ja ją kocham, szanuję, opisuję i chcę chronić tam, gdzie to konieczne i możliwe. To nad nią się urodziłem i cieszyłem jej bogactwem. Szkoda ze ludzka zachłanność tyle jej już odebrała. Nie pozwólmy na więcej. Głosuj na Wieprzówkę!

Jan Zieliński"

fot. J. Zieliński

fot. kisiel

fot. nena

fot. nena


fot. D. Bizoń


1.10.2013
Głosowanie zakończone.
Wszystkim głosującym na Wieprzówkę jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję.
To dzięki Wam Wieprzówka została Rzeką Roku 2013.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Szkolenie SERE

Wiosną tego roku „Szkoła Kadetów” przeprowadziła, tym razem dla osób cywilnych, szkolenie survivalowe w oparciu o program Ministerstwa Obrony Narodowej. Szkolenie to było odpowiednikiem szkolenia SERE poziom B i trwało prawie 6 dni. Program szkolenia obejmował wszystkie ważne zagadnienia z zakresu sztuki przetrwania i był poszerzony w stosunku do wytycznych MON. Zajęcia w całości odbywały się w terenie leśnym i były prowadzone zarówno w ciągu dnia jak i nocy. Noc była najczęściej sprawdzianem wiedzy kursantów, którzy zgodnie z tradycją „Szkoły Kadetów” musieli działać samodzielnie. Najtrudniejsze dla kursantów były ostatnie dwie doby, w czasie których bez sprzętu (nie licząc pakietów ratunkowo-nawigacyjnych) musieli wykonać określone zadania i zdobyć żywność oraz wodę. Duży udział w ostatnim sprawdzianie wiedzy i umiejętności kursantów miała pogoda, która zgodnie z zamówieniem :-) przypominała strefę klimatów monsunowych.
Zaliczenie kursu otrzymały dwie osoby, natomiast pięciu pozostałych kursantów otrzymało certyfikat uczestnictwa w szkoleniu.
Poniżej zamieszczono kilka wybranych fotografii.

Alek i Staszek

Wszystkie fotografie są autorstwa Mariusza P.
Wszystkim Kursantom dziękujemy za miłą zabawę. :-)
Mariuszowi dziękujemy za fotki, Andrzejowi, Darkowi i Michałowi za prowadzenie wybranych zajęć.

Centrum dowodzenia.

Stąd do … jutra, czyli gdzieś w czasoprzestrzeni.

Dooobry piesek. Tylko oddaj mi moją … rękę!

Zabawa w misia.

Nie uciekniesz mi.

Nocne zajęcia, bynajmniej nie z leżenia w hamaku.

Ogień poproszę.

P/odpalamy samochód.

Apteczka, akumulator i parę innych rzeczy. Patrzcie uważnie, bo pokażę to tylko raz!

Szukanie hubki kiedy pada.

Zajęcia podczas deszczu, czyli … rozpalanie nodii.

Szukamy wody.

Czysta woda była na miarę pewnych fantazji.

Szukamy jedzenia.

Z zakupów w warzywniaku.

Francuska kolacja – ślimaki z pokrzywą.

Moje dzisiejsze MRI. Tylko gdzie zapakowano podgrzewacz?

Pieczenie kamieni na zupę.

Pobieranie próbki do badania „zawartości cukru w cukrze”.

Ogrom wiedzy powalał.

Mina zwycięzcy mówi wszystko.

http://www.facebook.com/szkolakadetow/

niedziela, 14 lipca 2013

Nóż survivalowy

Dziękuję wszystkim Czytelnikom tego bloga za przysłane uwagi i pytania. W miarę możliwości (doba jest stanowczo za krótka) staram się odpowiadać na pytania i spełniać życzenia. Ponieważ dużo pytań związanych było ze sprzętem survivalowym (ubranie, narzędzia), dzisiaj zamieszczam opis noża survivalowego mojego projektu.

Posiadam około 20 noży, które w zależności od potrzeb, mniej lub bardziej użytkuję. Część noży wykorzystuję tylko podczas szkoleń, jako pomoce naukowe, inne służą mi w codziennych pracach. Ktoś nie zorientowany w temacie może zapytać ze zdziwieniem, po co mi tyle noży? To trochę tak, jak zapytać po co Ci tyle butów (sportowe, górskie, wizytowe, do pracy, na zimę, na lato, do brodzenia w wodzie, itd.). Oczywiście, można wszędzie chodzić w jednych butach na przykład trekkingowych, ale czy to zawsze będzie wygodne i bezpieczne?
O innych aspektach już nie wspomnę.

Podobnie jest z nożami. Najlepszym rozwiązaniem byłby nóż uniwersalny, który służyłby do wszystkiego. Ale stare powiedzenie mówi, że jak coś jest do wszystkiego, to jest jednocześnie do niczego. I jest w tym sporo prawdy, nóż uniwersalny jest kompromisem. Jeżeli pracujemy za przysłowiowym biurkiem, to duży scyzoryk wieloczynnościowy z blokowaną głownią o długości około 9 cm wystarczy nam. Ale jak robimy sobie kanapki w pracy, czy też podczas długiej podróży lub terenowej wycieczki, to już potrzebny będzie nieco większy nóż, najlepiej z głownią stałą, długą na 10-13 cm (na przykład popularna Mora). Chociaż duży bochenek wiejskiego chleba najlepiej się kroi nożem z cienką głownią o długości około 18-20 cm. W przypadku, kiedy wybieramy się na biwak i nie zabieramy siekiery, a chcemy palić ognisko, wówczas potrzebny nam będzie nóż z dużą i grubą głownią (15-18 cm długości i 4-5 mm grubości do rąbania, batonowania, strugania). Jeżeli będziemy chcieli zbudować szałas, czy też samo posłanie, wówczas do ścinania trzcin, paproci, traw, gałęzi, najlepszy będzie nóż z bardzo długą głownią lub maczeta. Z kolei żołnierz, który używa noża do wszystkiego, w tym również podważania, wyłamywania, cięcia blach i drutu, będzie potrzebował noża z grubą (5-7 mm) głownią i bardzo wytrzymałą krawędzią tnącą oraz czubkiem. Natomiast myśliwemu taki nóż z grubą i długą głownią zaostrzoną na convex raczej nie będzie odpowiadał. Inne wymagania wobec noża będzie miał też wędkarz, leśnik, rowerzysta, alpinista.

Z powyżej przytoczonych przykładów wynika, że pojęcie noża uniwersalnego będzie przybierać różne formy w zależności od potrzeb danej osoby. Nóż jest często uważany za najważniejsze narzędzie nie tylko w survivalu, ale również podczas wszelkich prac, zarówno w domu jak i w terenie. Można nie używać łyżki, tak jak robią to Azjaci, ale spróbujcie przez kilka dni nie używać w domu ani też pracy, absolutnie żadnego noża.

Nóż który zaprojektowałem jest dostosowany do moich (!!!) potrzeb i oczekiwań, jakie musi spełniać nóż survivalowy. Z pewnością fani dużego „zapasu mocy” będą zawiedzeni tym nożem, podobnie jak myśliwi ze względu na długą głownię. Ów projekt jest wynikiem moich różnorakich doświadczeń, zbieranych przez wiele lat. Nóż ten nie jest rozwiązaniem idealnym. W większości porządnych podręczników do survivalu zawarte są rady, według których w teren powinniśmy zabrać przynajmniej dwa noże: jeden duży ze stałą głownią, drugi składany, najlepiej wieloczynnościowy. I jest to bardzo słuszna rada, bo w przypadku utraty lub zniszczenia jednego noża, pozostaje nam jeszcze ten drugi. Zabierając duży i mały nóż nie musimy męczyć się z dużym nożem na przykład przy czyszczeniu i krojeniu korzeni różnych roślin, podobnie jak nie musimy męczyć się małym nożem przy ścinaniu trzcin i gałęzi. Nie bez znaczenia jest też duża ilość nowoczesnych gadżetów, które zabieramy w teren (GPS, telefon, zapalniczka, zegarek, itp.), a które czasami wymagają drobnych napraw. Wówczas bez multitoola, a przynajmniej scyzoryka wieloczynnościowego, ani rusz.

Na wyposażeniu już gotowych puszek przetrwania (survival kit) znajdują się małe, składane noże z głownią o długości kilku centymetrów. W momencie, kiedy stracimy całe swoje wyposażenie i pozostanie nam tylko puszka przetrwania, schowana w którejś kieszeni naszej kurtki, wówczas nawet tak mały nóż odda nam nieocenione usługi. Pamiętajmy jednak, że w survivalu bardzo ważny jest czas, zwłaszcza w warunkach zimowych. Nie wszystkie prace uda nam się wykonać takim kilkucentymetrowym nożem, a te które wykonamy zajmą nam dużo więcej czasu, niż przy użyciu dużego noża. Przykładowo, ścinając trzcinę nożem z długą głownią jednym machnięciem zetniemy kilka, lub kilkanaście łodyg. Natomiast małym nożykiem każdą łodygę musimy ścinać oddzielnie.

Podsumowują, gdybym był zmuszony spędzić co najmniej kilka dni w lesie borealnym i mógłbym zabrać tylko jedno narzędzie, to w lecie zabrałbym opracowany przeze mnie nóż, natomiast w zimie … dużą, kutą siekierę z porządnym, drewnianym sztylem.

Ale sprzęt który mnie odpowiada, nie musi odpowiadać innym. To kwestia ilości i rodzaju doświadczeń oraz potrzeb.


Nóż survivalowy (SSK)
Projekt – Staszek Kędzia
Wykonanie – Wołodja http://forum.knives.pl/index.php?board=277.0/
Obróbka cieplna – Trollsky http://forum.knives.pl/index.php/board,117.0./
Pochwa - Thor http://forum.knives.pl/index.php/board,298.0./

1 – głownia (klinga)
Długość ok. 160 mm, szerokość 32 mm, grubość 3 mm, stal NC6 narzędziowa (rdzewna), walcowana, hartowana do ok. 57 HRc, płazy ze śladami walcowania, ściemnione kwasem.
Stal NC6 jest dosyć powszechnie używana przez rodzimych twórców noży wykonywanych ręcznie, zapewnia dobrą wytrzymałość i dobre trzymanie ostrości. Cienka głownia ma lepsze własności tnące – nóż tnie, a nie rozłupuje i mniej się klinuje. Średnia twardość zapewnia większą wytrzymałość krawędzi tnącej, jak i całej głowni, podczas pracy w niskich temperaturach. Głownia o długości ok. 160 mm i szerokości 32 mm pozwala na lekkie rąbanie, dosyć dobre ścinanie krzaków, trzcin, traw, a jednocześnie umożliwia jeszcze w miarę dobre operowanie klingą podczas precyzyjniejszych prac.

2 – szlif płaski, niski, sama krawędź tnąca ostrzona pod kątem 20º
Szlif ten jest dosyć dobrym kompromisem pomiędzy wytrzymałością a własnościami tnącymi.

3 – szlif przy czubku
Posiada większy kąt ostrzenia niż na pozostałej części krawędzi tnącej w celu zwiększenia wytrzymałości czubka.

4 – fałszywe ostrze (fałszywka)
Fałszywe ostrze zostało wykonane w celu cięcia cienkiej blachy (np. otwieranie konserw), cienkiego drutu, odpalania krzesiwa syntetycznego i zeskrobywania wiórków z bloczka magnezowego krzesiwa US Army. Aby zapewnić fałszywemu ostrzu lepszą wytrzymałość, jego kąt ostrzenia jest większy niż głównej krawędzi tnącej. Używając do cięcia blach, drutu, odpalania krzesiwa, fałszywego ostrza oszczędzamy główną krawędź tnącą, która podczas takich prac ulega szybkiemu stępieniu.

5 – grzbiet
Płaski grzbiet może posłużyć do lekkiego batonowania oraz jako krzesiwo tradycyjne do krzesania iskier, przy użyciu ostrych okruchów skał (najlepiej krzemienia, pirytu).

6 – ząbkowany grzbiet
Ząbki dają pewniejsze oparcie dla kciuka, mogą też posłużyć jako piłka do otrzymania większej ilości, mocnych iskier z krzesiwa syntetycznego.

7 – rękojeść, materiał G10, pełny tang
Prosta rękojeść zapewnia największą ilość różnych chwytów, co jest niezwykle ważne w nożu survivalowym. Nie polerowane G10 zmniejsza ślizganie się rękojeści a jednocześnie umożliwia łatwe czyszczenie.

8 – linka
Linka po założeniu na nadgarstek zapewnia większe bezpieczeństwo użytkowania noża, zwłaszcza podczas rąbania, kiedy nóż trzymany jest za końcową część rękojeści. Pozwala także na chwilowe wypuszczenie noża z dłoni, może również służyć jako dodatkowe zabezpieczenie noża przed wypadnięciem z pochwy.

9 – stalowa tuleja
Stalowa tuleja osadzona w tangu z wgłębieniami z obu stron, służy jako docisk przy rozpalaniu ognia za pomocą łuku ogniowego.

Pochwa w stylu skandynawskim wykonana jest z grubej, impregnowanej skóry. System mocowania pozwala na wysokie i niskie zamocowanie noża na pasie. Kilka metrów mocnej linki owiniętej wokół pochwy umożliwia przytroczenie krzesiwa i „psiej kostki” do ostrzenia. Zwiększa też ilość kombinacji przy mocowaniu pochwy. Sama linka może być wykorzystana jako cięciwa do łuku ogniowego i normalnego, zapasowe sznurowadło, do naprawy sprzętu i wielu, wielu innych rzeczy.

Pochwa w stylu skandynawskim, wykonana z bardzo dobrze zaimpregnowanej, grubej skóry jest moim zdaniem lepsza w survivalu, niż megataktyczne pochwy z kydexu.
Skóra nie hałasuje tak jak kydex przy przedzieraniu się przez krzaki i uderzaniu w osprzęt. Po odpowiedniej impregnacji (impregnowałem ją dodatkowo własną metodą) jest bardzo twarda, trzyma właściwy kształt i bardzo wolno nasiąka wodą. Nie łamie się na dużym mrozie jak niektóre tworzywa. Dzięki temu, że klinga nie przylega całą swoją powierzchnią do pochwy, tak jak to jest w ciasnych pochwach kydexowych, możemy włożyć do skandynawskiej pochwy nóż ubrudzony na przykład żywicą z piaskiem, bez obawy o porysowanie noża, czy też przyklejenie się do pochwy.

Dziękuję Wołodii, Trollskiemu i Thorowi za urzeczywistnienie mojego projektu.

Staszek





poniedziałek, 8 lipca 2013

Na szkoleniu u Jurka

W czerwcu Jerzy Romańczuk przeprowadził w Rokitnie kilkudniowe szkolenie survivalowe. Ponieważ Jerry, to były żołnierz elitarnej jednostki USA oraz guru z zakresu polowań i survivalu, szkolenie było trochę specyficzne. Obejmowało najważniejsze zagadnienia z zakresu przetrwania, ze szczególnym uwzględnieniem niektórych elementów.
Poniżej kilka wybranych fotek z tego szkolenia.


Jesteśmy w komplecie

Kwintesencja doświadczeń Jurka - survival kit

Jurek omawia porcje żywnościowe różnych armii

Zajęcia ze strzelania na strzelnicy



Jak szybko i skutecznie obezwładnić kogoś

Zabawy z łukiem

Zajęcia w terenie

W survivalowy sposób uszczupliliśmy zapasy stawu Jurka

Poranna wizyta Jurka. O … jeszcze żyjecie!

I wiele, wiele opowieści przy ognisku z różnych zakątków świata i różnych czasów










Wszystkie fotki są autorstwa Mariusza "Kukri" P.

Bardzo dziękuję wszystkim Uczestnikom za miłe towarzystwo a Mariuszowi za udostępnienie fotek.

Jurku dzięki! Do następnego razu.

niedziela, 7 lipca 2013

Sosna

Każdy adept survivalu wie, jak olbrzymie znaczenie przy rozpalaniu ognia ma brzozowa kora. Mimo, że jest to drzewo bardzo często spotykane i rośnie nawet za kołem polarnym (brzoza karłowata), nie oznacza, że zawsze spotkamy go w miejscu w którym będziemy chcieli rozpalić ognisko. W wielu regionach Polski (zwłaszcza na glebach lekkich, piaszczystych) łatwiej nam będzie znaleźć sosnę, niż brzozę. I właśnie sosna pod względem rozpalania ognia jest niedoceniana. Wprawdzie cienkie zwitki kory sosny nie rozpalają się tak łatwo od krzesiwa syntetycznego jak zwitki brzozowej kory, jednakże przy odpowiedniej wprawie w posługiwaniu się krzesiwem, również kora sosny może nam posłużyć za hubkę. Dodana do roślinnego puchu spowoduje, że płomień nie zgaśnie nam po jednej, czy też dwóch sekundach. Jeżeli jest mokra, to wystarczy na kilkanaście minut włożyć ją do suchej kieszeni bawełnianej koszuli lub spodni. Po takim czasie powinna się już nadawać do użycia. Sosna daje nam również prawdziwy skarb ukryty w jej wnętrzu i korzeniach w postaci wodoodpornego drewna, które po rozdrobnieniu możemy odpalić bezpośrednio od krzesiwa. Niezwykle ważnym materiałem przy rozpalaniu ognia jest również żywica sosny, ale o tym pisałem już wcześniej przy okazji kaganka.

Sosna w survivalu i bushcrafcie ma również wiele innych zastosowań, jak chociażby jadalne nasiona i młode odrosty, klej sporządzony z żywicy i węgla drzewnego, mocne powrózki.

Staszek


Bór i zwitki sosnowej kory