Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

poniedziałek, 18 lutego 2013

Polowanie na zombi

Ponieważ jeden z Czytelników tego bloga ma mi za złe, że jak na blog, jest zbyt dużo porad a za mało relacji, więc tym razem postanowiłem spełnić to życzenie, zamieszczając relację (oczywiście na wesoło) z kolejnego już polowania na zombi.


W pewnej przepięknej okolicy zamieszkały zombiaki, dotkliwie dając się we znaki jej mieszkańcom. Oprócz robienia różnych psikusów zombiaki nagminnie kradły wszelkie jedzenie. Na prośbę mieszkańców owej okolicy postanowiliśmy ruszyć im z pomocą i zapolować na te stwory.


Wsiedliśmy do naszego wiezdiechoda i ruszyliśmy w stronę krainy opanowanej przez zombi.


Droga była przepiękna.


Jak przystało na porządne polowanie, do udziału w nim zaprosiliśmy dewizowych myśliwych, którzy postanowili doskoczyć do nas na swoich skrzydłach. Nawiązaliśmy z nimi łączność.


Musieliśmy im wyznaczyć miejsce do lądowania.


Po wylądowaniu westmanów postanowiliśmy zbudować skrzydlate tipi …


… w którym do późna w nocy opracowywana była strategia rozprawienia się z dokuczliwymi stworami.


Czasu na sen nie było zbyt wiele, trzeba było ruszyć na poszukiwanie zombi.


Gdzież te stwory mogły się schować?


Szukaliśmy ich w śnieżnych norach,


… jamach ...






i różnych szałasach. Ale nigdzie nie mogliśmy ich znaleźć.


Zastosowaliśmy nawet żywą przynętę, ale żaden stwór nie skusił się na nią.


Zbliżała się pora obiadu, więc trzeba było pomyśleć o zdobyciu jakiejś żywności. Jedynie co udało nam się znaleźć w tej wygłodzonej okolicy, to ostatni okaz betuli.


Postanowiliśmy przygotować z niej glutto-spaghetti.


-Gorsze rzeczy jadłem.
-Nie wierzę!


Po obiedzie postanowiliśmy kontynuować poszukiwania zombi. Do przeszukania pozostała nam tylko rzeka. Szukaliśmy nad wodą,


… pod wodą …


a nawet w lodzie. Ale żadnego stwora nie znaleźliśmy.


W końcu postanowiliśmy zarzucić przynętę wykonaną z najnowszych super glanów jednego westmana. I to był strzał w dziesiątkę. Po krótkiej chwili woda zakotłowała się, i zanim zombi zdążył odczepić drugiego glana, wyciągnęliśmy go na powierzchnię.


Po chwili nad ogniskiem piekliśmy smaczne zombi-kiełbaski.


Nasza radość nie miała końca.


Zgodnie z tradycją tuż przed świtem, kiedy zombi chowają się do swoich kryjówek, postanowiliśmy na cześć dzielnie walczącego zombiaka zapalić świecę skandynawską.


Następnego dnia nasi westmani musieli już wracać. Ale żeby mogli poszybować na swoich skrzydłach, musieli najpierw wzbić się w powietrze. W tym celu wybudowaliśmy wyrzutnię rakiet (czyt. skocznię).


Jeszcze musieliśmy zrobić parę egzemplarzy rakiet, ponieważ te które mieli westmeni nie chciały odpalić na mrozie.

W rolach głównych:
Sixth Hanters Group

Reżyseria:
Staszek Kędzia i Alek „Ramak” Kukiełka

Kamera:
Przemek „Fredi” Ferfet

Scenariusz:
Pewna instrukcja do polowania na zombi

Produkcja:
"Szkoła Kadetów"

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

ten na lodzie to nie zombie, tylko wyliniała foka :P

Anonimowy pisze...

Eee tam, sam go wyciągałem, więc lepiej wiem. :-)

Staszek

Anonimowy pisze...

Mnie to wygląda na goluma a nie na zombi.
-Fajna relacja
pozdrawiają
ogry z lasu

ps udowodnij że nie jesteś
zombie zjadającym brzosy