Staszek

Staszek
staszek2000(malpa)ymail.com / zdybi(malpa)interia.eu

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Obalanie mitów (cz. III)

Jak już pisałem wcześniej, w wielu podręcznikach do survivalu jest sporo błędów i niedomówień. W przytłaczającej większości nie są to podręczniki pisane przez Polaków, ponieważ pod tym względem nasza rodzima literatura jest uboga. Dlatego w tym odcinku zajmę się obalaniem mitów w polskim survivalu, ale nie tym opisanym w podręcznikach, tylko prezentowanym podczas szkoleń. Kiedy buszuję po necie w poszukiwaniu informacji o tym, co dzieje się w polskim survivalu, szukam relacji ze spotkań i szkoleń survivalowych. Oczywiście, pomijam te zamieszczone przez firmy eventowe organizujące spotkania integracyjne pod hasłem survival, tylko szukam relacji z poważnych szkoleń. Czytając teksty, oglądając fotki, czy też filmy z takich szkoleń, a czasami osobiście rozmawiając z osobami biorącymi w nich udział, nie da się nie zauważyć, że oprócz błędów podręcznikowych widocznych jest wiele innych błędów, wynikających z braku wiedzy teoretycznej i praktycznej u osób prowadzących szkolenia. I nie piszę w tym momencie o jakiejś początkującej grupie fanów survivalu, tylko o osobach pracujących lub wywodzących się z instytucji o charakterze obronnym i często szkolących dla tych instytucji. Jak napisałem wyżej tych błędów jest wiele. Poniżej przytoczę kilka, które najbardziej rzuciły mi się w oczy.

Destylarka słoneczna

Na takim obszarze jak Europa Środkowa jest raczej rzadko wykorzystywana ze względu na łatwość pozyskania i uzdatnienia wody innymi metodami. W obszarach półsuchych o dużym usłonecznieniu może być metodą wspomagającą pozyskiwanie wody. Niestety, metoda ta jest czasochłonna i mało wydajna. Mimo swojej czasochłonności jest najlepszą prymitywną metodą pozyskiwania wody pitnej ze zbiorników zanieczyszczonych chemicznie. Może posłużyć również do odsalania wody morskiej. Destylarka wykorzystuje energię słoneczną (głównie promieniowanie bezpośrednie). W wyniku dużej prężności pary wodnej pod folią oraz różnicy temperatury pod i nad folią, dochodzi do przekroczenia temperatury punktu rosy i skraplania się pary wodnej na wewnętrznej stronie folii. Zasada prosta i znana. Jednakże kiedy widzi się na fotografiach ze szkoleń folię NRC przykrywającą dół destylarki, okazuję się, że nawet tak proste metody są dla niektórych szkolących niezrozumiałe.
Oczywiście, że folia NRC może być z powodzeniem wykorzystywana do pozyskiwania wody zawartej w powietrzu w tak zwanych „łapaczach rosy”, ale tę metodę wykorzystujemy w nocy i oparta jest na nieco innych zasadach.

Filtr wody - stojakowy

Filtr ten jest jednym z najgorszych prymitywnych filtrów służących do oczyszczania wody. Do jego budowy wykorzystuje się trzy żerdzie oraz trzy (najczęściej) lub cztery (rzadziej) chusty trójkątne, bandamy lub kawałki innego materiału przepuszczającego wodę. Na chustach umieszcza się odpowiednie materiały (piasek, węgiel drzewny, drobne kamyki, niektórzy umieszczają mech, trawę) których zadaniem jest zatrzymanie zanieczyszczeń. Filtr ten posiada wiele wad i jest znacznie gorszy niż filtry rurowe, sporządzone z foli (np. NRC), kawałka mapy ucieczkowej, prezerwatywy, czy też w ostateczności kory drzew lub dużych liści. Mimo, że budowa i zasada działania takiego filtra wydaje się prosta, niestety przy jego konstrukcji i użytkowaniu popełnianych jest wiele błędów. Do niezwykle kuriozalnych sytuacji należy widok filtra stojakowego z którego woda spływa do … ładnie przyciętej dużej butelki PET. To trochę tak, jak mieć super naostrzoną brzytwę i próbować ogolić się grzbietem jej klingi.

Budowa schronień

Oglądałem ostatnio film z poważnego szkolenia survivalowego prowadzonego w ciepłym półroczu, na którym widoczny był jednospadowy szałas pokryty cienką warstwą gałęzi z drzew iglastych. Osoba z tego szkolenia zapewniała, że taki szałas zabezpiecza przed deszczem. Fotki takich szałasów, które mają chronić przed deszczem, można zobaczyć także w relacjach z innych szkoleń.
Zbudowanie szałasu, który chroniłby przed średnio intensywnym, ale trwającym kilka godzin deszczem, jest dużo trudniejsze niż wybudowanie odpowiedniego schronienia zimą. Głównym zadaniem szałasu jednospadowego w zimie jest odbijanie ciepła z ogniska, osłona przed wiatrem i śniegiem. Z tego powodu dach takiego szałasu wystarczy pokryć tylko gałązkami drzew iglastych, padający śnieg dopełni reszty. Jeżeli natomiast chcemy zbudować szałas który nie przeciekałby podczas długo trwającego deszczu, wówczas gałęzie drzew iglastych są używane na warstwę, lub warstwy pomocnicze. Zbudowanie z gałęzi drzew iglastych szałasu w miarę odpornego na przeciekanie wymaga zgromadzenia bardzo dużej ilości małych i cienkich gałązek, co jest niestety bardzo czasochłonne. Lepiej sięgnąć po inne materiały.

Nawigacja (busola/kompas nie wszędzie musi działać)

Mimo wszędobylskiej nawigacji satelitarnej, umiejętność nawigowania za pomocą busoli i mapy jest takim samym kanonem jak znajomość tabliczki mnożenia. I na razie nie zapowiada się, aby w najbliższym czasie miało być inaczej. Nawet najlepszy sprzęt nie będzie wiele wart, jeżeli osoba posługująca się nim nie będzie dysponowała odpowiednią wiedzą z zakresu jego obsługi. Tymczasem przysłowiowego „konia z rzędem” można dać temu szkolącemu, który uświadomi kursantów w jakich obszarach naszego globu będą, lub nie będą działać busole, którymi się posługują. Na razie kursanci działają głównie na północ od równika magnetycznego, więc problem prawie nie istnieje.
Z deklinacją magnetyczną jest trochę lepiej, ale natura lubi płatać psikusy (a tak właśnie ostatnio się dzieje) i lepiej być na bieżąco z jej kaprysami i nie wierzyć za bardzo mapom sprzed kilkunastu, czy też więcej lat. Wartość deklinacji magnetycznej (nie wspominam już o lokalnych anomaliach, które mogą być przeoczone) można łatwo wyznaczyć w terenie, posługując się busolą i nawet „bardzo” starą mapą. Ale trzeba wiedzieć jak się to robi.

To tyle, w jak zwykle telegraficznym skrócie, o części mitów podczas poważnych szkoleń.
Staszek